Pomoc socjalna dla osób niepełnosprawnych

 Państwo polskie otacza opieką osoby niepełnosprawne potrzebujące wsparcia. Oprócz rent socjalnych i zdrowotnych przyznawane są również inne formy pomocy. Do świadczeń mają prawo również osoby ubogie, bezdomne oraz te rodziny,  w których stosowana jest przemoc. Zazwyczaj są to zapomogi pieniężne lub pomoc materialna.

 

Pomoc socjalna

Osoby niepełnosprawne zwykle utrzymują się z rent socjalnych lub rodzinnych. Niekiedy jednak muszą korzystać z pomocy MOPS, PCPR i innych instytucji powołanych do wsparcia tych, którzy tego potrzebują. Obecna sytuacja rencistów nie jest materialnie najlepsza, dlatego coraz częściej zgłaszają się oni po zapomogi i inne formy pomocy, które im przysługują. Pomoc socjalna polega na: pracy socjalnej, przyznawaniu i wypłacaniu ustawowych świadczeń, realizacji zadań wynikających z potrzeb społecznych oraz na rozwoju nowych form społecznych.

 

Formy pomocy

Opieka społeczna świadczy następujące formy pomocy świadczeń pieniężnych: zasiłek stały, okresowy, świadczenie pielęgnacyjne, świadczenie wypłacane z tytułu utraty prawa do zasiłku dla bezrobotnych.

Poza  tymi wymienionymi formami pomocy pieniężnej opieka społeczna może przyznawać środki materialne niezbędne do codziennego funkcjonowania osobie niepełnosprawnej. Jest to np.: posiłek, bilet kredytowany, pomoc w uzyskaniu odpowiednich warunków mieszkaniowych oraz pomoc na zagospodarowanie w formie rzeczowej. pobyt w domu pomocy społecznej, opieka w placówce szkolno – wychowawczej.

Domy pomocy społecznej świadczą usługi bytowe, opiekuńcze i edukacyjne. Domy pomocy są przeznaczone dla osób chorych: fizycznie, umysłowo, niepełnosprawnych, starszych.

Inną formą pomocy świadczonej osobom niepełnosprawnym są Domy Dziennego Pobytu. Są one przeznaczone dla tych osób, które są niesamodzielne, a ich rodziny pracują zawodowo.
W takich placówkach osoby niepełnosprawne mają zapewnioną kompleksową opiekę personelu medycznego, rehabilitacyjnego i pedagogicznego. Pod opieką specjalistów osoby niepełnosprawne wykonują ćwiczenia usprawniające, wykorzystują swój potencjał twórczy,
a co najważniejsze uczą się relacji interpersonalnych. Podobne cele i zadania mają Warsztaty Terapii Zajęciowej.

Osoby niepełnosprawne mieszkające samotnie lub w rodzinach mogą korzystać z usług opiekuńczych, w zakres których wchodzi: toaleta chorego, robienie zakupów, sprzątanie mieszkania lub pokoju zajmowanego przez osobę chorą, gotowanie, załatwianie spraw urzędowych, w miarę możliwości zapewnienie kontaktu z otoczeniem, a także odprowadzanie dzieci i młodzieży szkolnej na zajęcia szkolne lub zajęcia WTZ.

Specjalistyczne usługi opiekuńcze świadczone są przez wykwalifikowane pielęgniarki, rehabilitantów i fizjoterapeutów. Aby osoba niepełnosprawna korzystała z tych  usług należy zadzwonić lub dostarczyć skierowanie od lekarza rodzinnego do MOPS w miejscu zamieszkania chorego i wyrazić chęć pomocy. Procedura przewiduje wywiad pracownika socjalnego w domu osoby ubiegającej się o tę formę świadczonych usług.

Odpłatność za wymienione usługi ustala władza gminy.

 

Kryteria dochodowe

Prawo do ubiegania się o pomoc socjalną mają te osoby, których dochód nie  przekracza 351 złotych – mieszkające we wspólnym gospodarstwie domowym. Osoby samotne mają inne kryteria. Ich dochód nie  powinien przekraczać 477 złotych na osobę. Zaznaczam, że powyższe kryteria mogą ulec zmianom.

Jeśli  osoby spełniają wyżej wymienione  warunki to MOPS powinien przyznać im zasiłek stały lub celowy. Ta forma pomocy przyznawana jest na częściowy  zakup leków, żywności, odzieży, opału, adaptację i remont mieszkania itp.

 

Placówki świadczące usługi osobom niepełnosprawnym

Oprócz placówek MOPS, jako pomoc potrzebującym pomocy zostały powołane Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie oraz Narodowy Fundusz Zdrowia. Placówki te mają na celu dofinansowanie osobom niepełnosprawnym zakup sprzętu rehabilitacyjnego, protez, wyjazdów sanatoryjnych i turnusów rehabilitacyjnych.

 

Joanna Pąk

 

 

 

Nasz Apel: Oglądajmy się za siebie!!!

Rozpoczęło się kalendarzowe lato. Słoneczna pogoda zachęca do organizowania pikników, festynów i innych masowych imprez na świeżym powietrzu. Zwykle na tego typu przedsięwzięciach gromadzą się spore tłumy. Każdy chce być jak najbliżej sceny, na której występują zaproszeni artyści lub inni ciekawi  goście.  Tylko nieliczni ze stojącej publiczności oglądają się za siebie. Dlaczego o tym piszę?  Może wśród tegoż tłumu siedzi ktoś na wózku inwalidzkim i patrzy bezradnym wzrokiem w plecy odwróconych tyłem rozbawionych osób? A przecież on też przyszedł, aby dobrze się bawić…

Oglądajmy się za siebie – niech ten apel towarzyszy nam wszystkim podczas wakacyjnych zabaw.

Joanna P.

Kuba czeka na pomoc

W sierpniu ubiegłego roku życie Kuby Górzyńskiego zmieniło się o 180 stopni. Dowiedział się wtedy, że jest ciężko chory. Ostra białaczka – usłyszał od lekarzy. Te słowa zabrzmiały jak wyrok.

Kuba ma 19 lat. Jest uczniem II LO im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Do niedawna trenował także siatkówkę w Avii Świdnik. Ze względu na chorobę przerwał naukę i treningi.

– To bardzo pozytywny i kontaktowy człowiek – mówi o nim Ola Świątek, jego dziewczyna. – Ma chwile, że się załamuje, ale potrafi to przezwyciężyć.

Żeby Kuba wrócił do zdrowia, musi przejść zabieg przeszczepu szpiku kostnego. Dwukrotnie był tego bliski, ale za każdym razem, ze względów medycznych, musiano zrezygnować z operacji. W jego przypadku czas jest bardzo ważny.

– Choroba postępuje, więc każdy dzień jest na wagę złota – dodaje Ola. – Gorąco wszystkich namawiam do zarejestrowania się w bazie potencjalnych dawców szpiku kostnego. Można to zrobić w najbliższą niedzielę, 23 czerwca, na placu Litewskim w Lublinie. W godzinach 11.00 – 17.00 przeprowadzona będzie specjalna akcja rejestracji.

Kto może zostać dawcą?

Zarejestrować może się każdy zdrowy człowiek pomiędzy 18 a 55 rokiem życia, ważący minimum 50 kg (bez dużej nadwagi). Rejestracja polega na pobraniu wymazu ze śliny z wewnętrznej strony policzka i zajmuje tylko chwilę. Wszyscy, którzy chcą się zarejestrować powinni mieć ze sobą dokument tożsamości z nr PESEL.

b7e5fa46063aa37c2a220660d5f9398a_M

http://www.swidnik.pl/nasze-miasto/item/3602-kuba-czeka-na-pomoc

Tomasz Filipiuk

Oczka dla Filipka

Jakiego koloru miałby oczy? Pewnie niebieskie, po tacie. Na pewno byłyby najpiękniejsze na świecie. Każda mama słyszy, że jej dziecko ma śliczne oczka. Ale nie mama 2,5-miesięcznego Filipka Kundy. Chłopczyk urodził się bez gałek ocznych. Uśmiecha się, macha nóżkami, zaciska piąstki, jak każdy maluszek. Tylko oczka ma ciągle zamknięte i prawdopodobnie nigdy nie będzie widział.

Jak pokażemy mu świat? Czy będziemy w stanie opowiedzieć mu o tym wszystkim, czego nigdy nie zobaczy? Opisać kolory, to będzie najtrudniejsze. To tylko ułamek myśli, które towarzyszą każdego dnia rodzicom. Na początku były łzy, dużo łez i rozpacz. Było wielokrotnie pytanie: „Dlaczego nasz synek nie ma oczu?”. Chcieli, żeby ktoś powiedział, że to nieprawda. A później Filipek zaczął się uśmiechać najpiękniejszym uśmiechem, cieszyć się i płakać, tak jak inne niemowlaki. Rodzice zrozumieli, że Filipek nie ma być spełnieniem ich oczekiwań, lecz ma być Filipkiem, najdoskonalszym i najbardziej wyjątkowym chłopcem na tej planecie. Ich synek nie ma oczu – takiego go poznali i takiego go kochają.
„Taki ładny chłopiec. Tylko dlaczego ciągle śpi?” – codzienność będzie podsuwać coraz więcej takich pytań. Rodzice sprostają każdemu, każdą kłodę spod nóg usuną. I zrobią wszystko, żeby Filpek był szczęśliwy. Aby to było możliwe, potrzebuje protez oczu. Zapewnią one prawidłowe ciśnienie w oczodole, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju psychiki dziecka.Protezy oczek nie są refundowane, ponieważ Filipek potrzebuje tzw. expanderów, które się rozszerzają, rosnąc razem z dzieckiem. A trzeba je wymieniać co jakiś czas, ponieważ muszą być dopasowane do wielkości główki Filipka. Dzięki takim protezom będzie miał ruchomy implant, a w przyszłości, jeśli tylko medycyna pójdzie naprzód, może i przeszczep oczu.
22 kwietnia Filipek miał wstawione pierwsze protezy. Dzielnie zniósł operację. A że maluszek rośnie jak na drożdżach, do końca tego roku prtoezy będą musiały być wymienione jeszcze dwa razy. Rodzice wydali wszystkie oszczędności na pierwszą operację i proszą dobrych ludzi o pomoc. Potrzebujemy 32.000 zł.

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobrze widzi się tylko sercem” – powiedział lis do Małego Księcia. Pokażmy Filipkowi, jak patrzeć sercem na świat!

filipek-kunda_sokolka_siepomaga

http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/845

Pokaz mody w Lublinie

W połowie września organizujemy pokaz mody w Lublinie. Poszukujemy modeli i modelek z niepełnosprawnością i nie tylko. Chcemy znaleźć chętnych projektantów, wizażystów i osób do współpracy. Szukamy także sponsorów.

Pokaz organizuje już tworzące się Stowarzyszenie „Jesteśmy kroplą” ,  które my także reprezentujemy. Są chętni?? wiadomości przekazujcie na fb i na maila:

anna105@poczta.onet.eu

983968_468818863201648_1169426187_n

Pomóżmy Ani Pawelec

Ania Pawelec ur. się 10.08.2010 z dwiema wadami wrodzonymi Achondroplazją
kości i stopami końsko-szpotawymi.
Ania jest wesołą i pogodną dziewczynką do pełni szczęścia brakuje jej, tylko możliwości samodzielnego i swobodnego poruszania się!
Operacja jest bardzo droga – jej koszt to ok. 10 tys. zł + dojazdy, jej rodzice nie są w stanie sami uzbierać tak dużej kwoty!
„Miej serce i patrzaj w serce”, pomóż małej Ani stanąć na nóżkach, podaruj jej swój 1% podatku lub po prostu wpłać symboliczną kwotę 10zł.
Ania jest podopieczną Fundacji „Słoneczko Osobom Niepełnosprawnym” 77-400 Złotów.
ul. Stawnica 33
Nr. konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Nr KRS 0000186434
Z dopiskiem : NA LECZENIE I REHABILITACJĘ ANI PAWELEC 250/P
A dla tych z Was, którzy mają znajomych poza granicami kraju a zechcieliby oni jej pomóc, podaję nr konta, na które można dokonywać wpłat:
RACHUNEK U EURO :
SWIFT – GBWCPLPP
IBANK – PL 76 8944 0003 0000 2088 2000 0050
Z dopiskiem : NA LECZENIE I REHABILITACJĘ ANI PAWELEC 250/P

Marta Siejka

Ania P.

Mamo, proszę powiedz mi, dlaczego to właśnie ja…?

Będąc nastolatką tęskniłam za normalnym życiem takim, z jakiego korzystały moje zdrowe rówieśniczki: marzyły mi  się dyskoteki, buty na wysokich obcasach… itp. Ja miałam wózek i wewnętrzny bunt, że nie otrzymałam od Stwórcy tego, czym cieszyły się koleżanki. Pewnego dnia odważyłam się z mamą szczerze o tym porozmawiać. W czasie rozmowy z moich ust padło pytanie:

– Mamo, proszę powiedz mi, dlaczego to właśnie ja jestem chora?

Mama zamyśliła się i też zadała mi pytanie:

– A kogo wyznaczyła byś, aby usiadł na twoim wózku?

Do dzisiaj nie udzieliłam odpowiedzi…

J. P.

„Kobiecy Lublin”

 „Kobiecy Lublin”-  to inicjatywa zapoczątkowana przez dwie aktywne i przedsiębiorcze kobiety: Kamilę Kruk i Karolinę Ławicką, które pragnęły stworzyć w Lublinie wspólną przestrzeń dla kobiet. Obecnie grono liczy ponad 100 pań. Na zaproszenie inicjatorek tej grupy  Anna Dąbrowska i Joanna Pąk uczestniczyły w spotkaniu. Miało ono miejsce 12 czerwca 2013 roku, w przytulnej restauracyjce „Locomotiva” oczywiście w Lublinie.

W trakcie naszej rozmowy nawiązał się ciekawy dialog. Postanowiłam go opublikować w formie wywiadu z jedną ze współorganizatorek grupy, Kamilą Kruk.

Joanna Pąk: Co było inspiracją do stworzenia „Kobiecego Lublina?”

Kamila Kruk: Nasilająca się chęć realizacji planów oraz pojawiające się nowe pomysły rozwoju doprowadziły do pierwszego spotkania w grudniu 2012 r., podczas którego podsumowane zostały główne założenia i cele inicjatywy.

J. P. Jak często się spotykacie i czemu służą konwersacje, które podczas tych spotkań prowadzicie?

K. K.:  Obecnie „Kobiecy Lublin” to przede wszystkim luźne spotkania przy kawie, podczas których kobiety wymieniają się doświadczeniami i pomysłami, to także tematyczne spotkania z gośćmi oraz warsztaty wspierające rozwój.

J.P. Proszę przybliżyć nam istotę tematycznych spotkań

K. K. : „Spotkania przy kawie” organizowane są cyklicznie, obecnie raz w miesiącu. Skierowane są do wszystkich kobiet, które chcą wyjść ponad „przeciętność”, rozwijać się lub po prostu wypić kawę w atmosferze ciekawych rozmów i inspirujących historii. Uczestniczki mają okazję zawrzeć nowe znajomości, zintegrować się, a także podzielić swoimi doświadczeniami. Spotkania odbywają się pod hasłem: inspiracja, motywacja, integracja.

Natomiast na  „Spotkania z gośćmi”, jak sama nazwa mówi zapraszani są goście – kobiety, które opowiadają o swoich przeżyciach oraz dzielą się własnymi refleksjami dotyczącymi konkretnego tematu. Takie przedstawienie danego zagadnienia ukazuje inny punkt widzenia, prezentuje nowe rozwiązania, a często inspiruje i przygotowuje pole do dyskusji.

J. P. : Jakie są plany na najbliższy okres Waszej działalności?

K. K.:  W najbliższym czasie uruchamiamy stronę internetową. Ruszamy tez z warsztatami i dodatkowym wsparciem dla kobiet w postaci Akademii Kobiecego Lublina.

J. P. : Życzę więc realizacji zamierzeń i dziękuję za miłą rozmowę.

Kobiecy lublin

http://www.facebook.com/KobiecyLublin?fref=ts

Joanna P.

 

 

 

 

 

Zakamarki moich marzeń…

Swoje refleksje zacznę od… serca. Otóż moje serce jest bardzo pojemne i posiada wiele zakamarków. Nie będę opisywała, co się kryje w każdym z nich. Opiszę jedynie Zakamarek moich marzeń. Jest on bardzo obszerny, bo i marzeń mam wiele, a ich rotacja trwa prawie codziennie.

Od niepamiętnych czasów chciałam zobaczyć morze. To marzenie nie ulatniało się z mojego serca najdłużej i już myślałam, że zostanie we mnie na zawsze. Aż tu nagle, całkiem niespodziewanie zostałam zaproszona przez prezeskę Kasię Łukasiewicz na II Zjazd Fundacji „Oswoić Los” i portal Damy Radę.org z Lublina. Spotkanie uczestników miało odbywać się 24-26 maja 2013 roku właśnie w… Kołobrzegu! Moja przyjaciółka Ania Dąbrowska zgodziła się pełnić rolę mojej wolontariuszki. Wybrałyśmy się w podróż koleją. Anna pomimo skrywanych obaw dobrze spełniła swoją rolę zarówno podczas podróży pociągiem, jak też w czasie pobytu w Kołobrzegu. Człowiek inteligentny poradzi sobie w każdej sytuacji.

Morze powitało mnie szumem fal, najpierw łagodnych, jakby chciało mnie ze sobą oswoić. Bezkres wody uspokajał mnie wewnętrznie. Czułam się tak, jakby właśnie woda zabierała moje problemy, kłopoty się oddalały, czułam uspokojenie… radość spełnionego marzenia.

Drugi dzień pobytu w Kołobrzegu był pochmurny i lekko deszczowy, ale pogoda nie miała wpływu na moje samopoczucie. Po obfitym śniadaniu w pensjonacie „Radzik” pojechaliśmy całą grupą (32 osoby) zwiedzać kołobrzeską Starówkę i port „Marina”. Niezapomnianą przygodę przeżyliśmy podczas jazdy pontonem motorowym po niespokojnym morzu. Nawet osoby na wózkach miały tę przyjemność, by poczuć wiatr we włosach i zapierający dech w piersiach, gdy motorówka  nabierała zawrotnego tempa. Po tych wrażeniach poszliśmy na promenadę, aby zjeść smacznego dorsza, a potem znów obserwować bezkres wody. Morze tego dnia było  bardzo niespokojne, jakby chciało nam pokazać wiele swoich twarzy. Fale były wyższe niż poprzedniego dnia, groźniejsze. Mewy oswojone z tym widokiem fruwały nisko nie lękając się wodnego żywiołu. A ja mogłam tak siedzieć i słuchać pomieszanych odgłosów morza i mew unoszących się nad promenadą.

Wieczorem podczas kolacji wymienialiśmy spostrzeżenia, dotyczące piękna miejsca i jego odstępności dla osób niepełnosprawnych. Ogólnie plaże i molo są dostępne dla wózkowiczów pod warunkiem, że przyjadą tu z przyjaciółmi, którzy pomogą im w pokonywaniu trudnych odcinków pojawiających się na trasie. Rozmowy toczyły się także o sprawach codziennych. Wiele małżeństw od wielu wielu lat po raz pierwszy wyjechało na trzy dni zostawiając swoje chore dzieci pod opiek kogoś z rodziny lub przyjaciół. Miał być to czas relaksu, swobody, oderwania się od spraw trudnych, czas na chwilowe zapomnienie. To była tylko teoria, bo czy matka lub ojciec może zapomnieć o dziecku? Rozmowy toczyły się wokół ich dzieci, wymiany doświadczeń, pokazywaniu zdjęć w aparatach komórkowych, chwaleniem się każdym uśmiechem i słowem wypowiedzianym przez ich kochane pociechy. W tych dyskusjach wyczuwało się miłość i troskę o te duże, a jednak wymagające stałej pomocy dzieci. Zauważyłam między usłyszanymi słowami, że tych rodziców łączy nie tylko ogromna miłość do swoich pociech, ale także niespożyta siła i determinacja z jaką walczą o ich dobro i godne życie. Dzięki temu spotkaniu zrozumiałam też obawy i niepokoje mojej mamy.

Niedziela była ostatnim dniem pobytu nad cudownym Bałtykiem. Jeszcze ostatni wyskok na ulubioną promenadę, delektowanie się goframi… i czas wracać do domu. W sercu zabrałam wspomnienia bezkresu wody, szumu fal, krzyku mew, ale także twarze nowopoznanych ludzi, którzy mają w sobie siłę walczyć o uśmiech dziecka, o każdy jego gest w ich stronę skierowany.

Dziękuję wszystkim, dzięki którym tam byłam oraz tym, którzy przyjęli mnie taką, jaka jestem. A jestem żywiołem – podobnie, jak morze.

morze

Joanna Pąk

Relacja z koncertu Janusza Radka

06 czerwca 2013 roku miałam przyjemność i zaszczyt bycia na zamkniętym koncercie Janusza Radka w Lublinie. Czytając informację o tym wydarzeniu na stronie internetowej artysty troszkę się zaniepokoiłam, ponieważ miała to być impreza tylko dla wybranych gości. Jednak parę dni przed koncertem okazało się, że będę mogła uczestniczyć w tym wydarzeniu. Myślałam, że z radości serce mi wyskoczy! Oczywiście nie mogłam się doczekać koncertu i zaczęłam się intensywnie przygotowywać. Od kreacji, aż po makijaż itp. Na to wydarzenie pomogła mi dotrzeć moja kochana przyjaciółka Małgosia. Sam koncert Janusza Radka był bardzo kameralny, różnił się znacznie od tych, które widziałam do tej pory. Podczas koncertu Janusz był bardzo skupiony. Artystę wspomagał duet muzyczny w postaci fortepianu i trąbki.
O możliwościach wokalnych Janusza już wspominałam w poprzednim artykule zamieszczonym na tym portalu. I tym razem nie obyło się bez zaskoczeń. Ponad 4 oktawowy głos Janusza brzmiał fantastycznie! Momentami zdarzało mi się powiedzieć „Wow!” oczywiście po cichu
Po tym zakończonym koncercie mogę na 100% potwierdzić po raz kolejny, że Janusz Radek jest nietuzinkowym artystą przez duże A.

Magdalena Pielecha

 

magda 

Magdalena Pielecha i Janusz Radek

Urodziłam się jako „roślinka”-list Marty

Witajcie kochani …

Cieszę się,że mogę tu zawitać to jeden z najpiękniejszych i najbogatszych w swój sens profili jakie dotychczas spotkałam … Nazywam się Marta i mam 22 lata choruję na DPM (Dziecięce Porażenie Mózgowe) .Ta choroba to dla mnie przekleństwo a jednocześnie wielkie wyróżnienie jakie dostałam od Boga … Myślę,że pomaga mi być bardziej wrażliwą i otwartą na piękno tego świata na każdą drobnostkę którą stworzył Bóg inni tego w takim stopniu nie dostrzegają bo żyją za szybko czasami wręcz bezmyślnie . Przecież kto zwraca uwagę na poranny śpiew ptaków , unoszone przez wiatr piórko czy zapach róż … Kocham ludzi lecz dziś ciężko komukolwiek uwierzyć w taką prawdziwą bezinteresowną krystaliczną miłość . Okazywanie uczuć i emocji wyrażanie ich jest wręcz w dzisiejszych czasach niemodne i wśród niektórych środowisk upokarzające … Dlatego też większość osób nie poznała mnie w pełni gdyż dostosowuję się do ludzi tak aby mnie akceptowali …Jestem jak modelina ,łatwo zmieniam swój kształt można mnie ukształtować i dopasować do swoich dłoni mój poziom „miękkości i elastyczności” ale pierwotną formę mam zawsze taką samą. Z biegiem czasu staję się coraz bardziej na wszystko obojętna i opryskliwa gdyż ludzie coraz częściej zawodzą owszem pięknie mówią pocieszają ale w żaden sposób nie przekłada się to na rzeczywistość i na czyny … Zawsze z przyjemnością ich wysłuchuję a później niezmiennie zostaję w czterech ścianach swojego pokoju wraz z moimi myślami … Do szczęścia tak niewiele potrzeba ,tęsknię za zwykłymi a zarówno nieosiągalnymi rzeczami o tym aby mieć kogoś z kim będę mogła swobodnie usiąść kto mnie wysłucha i naszą rozmowę zastanie świt, chciałabym pobiec przed siebie jak najdalej i ile sił w nogach słysząc jednocześnie jak moje stopy stukają o ziemie i postrzegając jak obraz zmienia się a wiatr szarpie mi włosy … Zaznać uczucia co znaczy jeździć na rowerze na łyżwach lub na rolkach to było by coś ! Albo chociaż raz być zupełnie przemoczoną przez deszcz czekając na przystanku na autobus … Bóg i moja Mamusia to doskonała spółka Pan mnie „naszkicował” a Mama „pokolorowała” .Urodziłam się jako kompletna „roślinka” Mama objechała ze mną cały świat i ogromne ilości turnusów rehabilitacyjnych aby polepszyć mój stan zdrowia każdy lekarz znając moją historię mówił do Niej : „Pani to już u samego Pana Boga nie była” tak więc to tej wspaniałej spółce ”artystów” zawdzięczam to kim dzisiaj jestem i jaką formę udało mi się osiągnąć każdy przebyty krok ruch ręki wziętą łyżeczkę do ust … To wszystko Ich zasługa Od najmłodszych lat lubiłam pisać jest to moja forma wyrażania emocji oraz otwierania ludzkich serc … pierwsze życiowe teorie wymyśliłam mając kilka lat … Moja twórczość dorasta razem ze mną ciągle staram się ją udoskonalać aby tego w sobie nie zatracić nie mogę pozwolić na to aby zatarła się na granica między wrażliwością a realizmem … Kocham muzykę za jej pośrednictwem uciekam w świat marzeń i wyobraźni w mojej głowie malują się obrazy które w tym świecie nigdy nie zostaną uznane za fakty . Moją ulubioną artystką jest Aida Kosojan-Przybysz w Jej tekstach już w wieku 14 lat odnajdywałam mądrość i dojrzałość życiową którą w późniejszych etapach swojego życia przekładałam na różne zdarzenia weryfikując je . Bardzo Jej wiele zawdzięczam gdyż to ona od początku wierzyła w moją twórczość i była a raczej jest mi potrzebnym wsparciem … Kolejną z moich ukochanych artystek jest Edyta Górniak mamy podobną wrażliwość sposób odbierania emocji i wyrażania ich marzę kiedyś aby móc ponownie pójść na Jej koncert . Koncerty przenoszą mnie i inny wymiar pozwalają na chwilę zapomnieć o sprawach doczesnych trudnościach i przeszkodach .Dają szczęście jedność i niespotykane wibracje . Interesuję się również zdolnościami paranormalnymi i Aniołami mam kilka książek o tej tematyce dobrze jest wiedzieć,że istnieje coś tak fantastycznego i niewytłumaczalnego … coś tak magicznego,że nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć … a w życiu najczęściej przypadki nie istnieją każde „ przypadkowe” spotkanie pomocna dłoń to ciężka praca naszych pierzastych przyjaciół : Kochani jak kiedyś znajdziecie gdzieś przypadkowo białe piórko podnieście je z podłogi pomyślcie o kim bliskim kogo utraciliście uśmiechnijcie się i powiedzcie „dziękuję” .Tym magicznym akcentem chciałabym zakończyć opowiadanie o nudnej Marcie z „monotonią w kieszeni „ ale nie chcę Was tak zostawić więc powiem Wam jeszcze,że : Bóg nie daje nam więcej niż jesteśmy w stanie znieść , w życiu nie chodzi o to żeby nie mieć problemów tylko aby sobie z nimi radzić i ze są chwile które liczą się podwójnie … Pozdrawiam Was ciepło Marta.

Pomóżmy Beacie

To tragiczna historia. Na trenerkę i fizjoterapeutkę Beatę Jałochę spadł samobójca skaczący z siódmego piętra. Szła do swojej pacjentki. Ma złamany kręgosłup i jest sparaliżowana. Mimo bardzo ciężkiego stanu walczy i wierzy, że będzie chodzić. Rehabilitując swoich pacjentów już wiele razy udowodniła, że nie odpuszcza. Na jej leczenie potrzeba kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Niestety fundacje odmówiły pomocy. Jej bliscy wspólnie z Ewą Chodakowską postanowili założyć własną.

Ta historia naprawdę wstrząsa. 18 maja Beata Jałocha szła na rehabilitację do swojej pacjentki w Warszawie. Nagle z siódmego piętra bloku spadł na nią mężczyzna. Chciał odebrać sobie życie. Zginął na miejscu. Beata nie miała szansy odskoczyć. W ciężkim stanie zabrało ją pogotowie. Miała liczne złamania i trudności z oddychaniem. Była bardzo potłuczona. Jednak dopiero w szpitalu okazało się, że jej stan jest dużo poważniejszy. Spadający samobójca złamał jej kręgosłup. Kobieta ma przerwany rdzeń i jest sparaliżowana.

28-letnia Beata wymaga specjalistycznego leczenia i rehabilitacji. To da jej szansę na przynajmniej częściowe odzyskanie sprawności. – Beata ma przerwany rdzeń, więc potrzebuje bardzo zaawansowanej opieki. Jedna z najlepszych klinik zajmujących się rehabilitacją kręgosłupa jest w Berlinie. Zrobimy wszystko, żeby zawieźć tam Beatę na półroczną rehabilitację. To ogromne pieniądze. Nawet po upustach, które nam już obiecano to koszt kilkuset euro dziennie – mówi w rozmowie z na Temat chłopak Beaty Tomasz Maj.

Jeden miesiąc leczenia wymaga więc kilkudziesięciu tysięcy złotych. Niestety pomocy odmówiły fundacje, do których zwrócili się bliscy Beaty. Jej przypadek się nie kwalifikuje. – Fundacje pomagają przede wszystkim dzieciom. Głównie chorym na raka. Są takie, które pomagają osobom po wypadkach, ale samochodowych. Nigdy wcześniej nie było w Polsce takiego wypadku, jaki miała Beata. Właśnie dlatego fundacje nam odmówiły – wyjaśnia Tomasz. – To był dla nas bardzo trudny tydzień – dodaje.

Mimo wspomnianych trudności nie załamują się. Skoro fundacje odmówiły im pomocy, postanowili założyć własną. Pomaga im popularna trenerka Ewa Chodakowska, która poznała Beatę na warsztatach w Krakowie. – To wymaga czasu, więc najpierw otwieramy tymczasowo subkonto pod inną fundacją – mówi chłopak Beaty.

I Ewa Chodakowska i bliscy poszkodowanej kobiety proszą o pomoc tych, którzy mogą jakoś przyśpieszyć rehabilitację. – Mam nadzieję, że ludzie przestaną odwracać głowę, widząc krzywdę ludzką! To mogło się przydarzyć każdemu z nas. Beata ma w sobie wielką moc! Jestem pod ogromnym wrażeniem jej determinacji. Ta dziewczyna pokaże nam wszystkim, że niestrudzona walka i niezachwiana wiara potrafią czynić cuda! – podkreśla Ewa Chodakowska w rozmowie z na Temat.

Beata nie otrzymała pomocy od żadnej z fundacji, do której zgłoszono jej „przypadek”, dlatego wspólnie z jej narzeczonym i z Beatą, podjęliśmy decyzję o założeniu własnej fundacji, dzięki której będziemy mogli pomagać nie tylko Beacie.

Nie chodzi jedynie o wsparcie finansowe, ale również o kontakty w zaawansowanych ośrodkach medycznych na świecie. Jest za wcześnie, żeby mówić o szansach na powrót do zdrowia, ale jedno jest pewne – Beata je ma. Jest jedną z najlepszych trenerek i fizjoterapeutek w Polsce. Pracuje w Centrum Kompleksowej Rehabilitacji w Konstancinie – znanej klinice rehabilitacyjnej. Specjalizuje się w rehabilitacji osób po wylewach i udarach. Stawiała na nogi pacjentów po ciężkich wypadkach, prowadziła też zajęcia z fitnessu kręgosłupa i treningu funkcjonalnego.

To zwiększa szanse na powrót do sprawności. Jeśli tylko znajdą się pieniądze na specjalistyczną rehabilitację. – Beata jest bardzo wyćwiczona, ma bardzo silne mięśnie wewnętrzne wokół kręgosłupa i dochodzi do siebie w zaskakującym tempie. Jest przytomna i mimo bólu cały czas się uśmiecha. Jest bardzo wytrzymała. Cały tydzień była na morfinie, od dwóch dni ją odstawiono, a ona i tak się uśmiecha, rozmawia. Ona wierzy, że będzie chodzić – mówi Tomasz wzruszonym głosem. – Ja też wierzę – dodaje stanowczo.

Nie poddamy się!

Nie ma pewności, że Beata wróci do pełnej sprawności, a nawet czy w ogóle stanie na nogi. Niemniej jednak rehabilitując swoich pacjentów już wiele razy udowadniała, że nie odpuszcza i walczy. Tomek ma świadomość, że stoi przed nimi ogromne wyzwanie. Przede wszystkim przed Beatą. – Nie jest różowo. Beatka ma poważne obrażenia. Miała połamane żebra, nogi, dopiero wyjęto jej dren z płuc. Tylko w jednej nodze ma 21 śrub. Ma złamany kręgosłup. – mówi. Przyznaje, że i on i Beata mają chwilę załamania, ale nie chce o nich mówić, bo muszą być silni. – Jeżeli rehabilitacja nie wystarczy, pojedziemy na operację kręgosłupa do Stanów Zjednoczonych z wykorzystaniem komórek macierzystych – zapewnia.

Wszyscy, którzy chcą pomóc Beacie mogą wpłacać darowizny na konto:

44 1160 2202 0000 0002 4031 3341

Fundacja Forani z tytułem „Beata Jałocha”

Udostępniony tekst jest autostwa Marty Pawłowskiej. Prosimy o wsparcie bohaterki artykułu.

Biegnij z Caritas!

„Nogi za pas, biegnie Caritas!” – tymi słowami 1 czerwca 2013 roku ks. dyr. Wiesław Kosicki oraz organizatorzy „Biegu sponsorowanego Caritas” wzywali zawodników do rozgrzewki przed startem. Celem tego przedsięwzięcia było sponsorowanie kolonii letnich dla dzieci z biedniejszych rodzin. Sponsorów było wielu, zawodników również, bo ponad 100!!! Odcinek wyznaczony do przebiegnięcia wynosił 2500 metrów, czyli od lubelskiego Ratusza do Stadionu przy Al. Zygmuntowskich.

tuz przed biegiem

Wśród tłumu uczestników pojawiły się współzałożycielki strony „Łam stereotypy – o sprawnych inaczej” – Ania i Joasia. Z tego duetu zrobił się tercet, gdy do nas dołączyła nasza przyjaciółka Małgosia Kołodyńska. Każda z nas miała swoją funkcję. Ania, kobieta pracująca z mediami (przed startem) udzielała wywiadów m.in. dlaczego biegniemy, czemu Joanna (kobieta na wózku) zdecydowała się wziąć udział w Biegu? Małgorzata stała przy moim wehikule i zapewniała mnie, że to ona będzie biegła z moim wózkiem, ponieważ ma już wprawę w obsłudze tego sprzętu i że w latach szkolnych biegała na długie dystanse. Moją rolą było uśmiechanie się do kamer i aparatów fotograficznych oraz podnoszenie jednej tej sprawniejszej prawej nogi na znak pozdrowienia kogoś znajomego lub życzliwie obdarzającego uśmiechem.

Start

Wreszcie START! Ruszyłyśmy pełne zapału. Miałam pewne obawy, aby nie wypaść z wózka. Wiemy przecież jaki jest stan naszego asfaltu zwłaszcza na ul. Zamojskiej. Jednak ten odcinek przetrwałam bezwypadkowo i bez kontuzji wraz z moimi przyjaciółkami. Na trasie ludzie patrzyli na nas ze zdumieniem, bo jako jedyne w tym peletonie biegłyśmy z osobą na wózku. Oprócz empatycznych pobudek skierowanych do dzieci chciałyśmy dosłownie przełamać stereotyp, że osoba z niepełnosprawnością również może brać udział w biegach lub innych zawodach sportowych – oczywiście przy wsparciu zdrowej części społeczeństwa.

META!!! NA Stadion wbiegłyśmy wcale nie ostatnie – hura! Radość  w sercu, spełnienie, szczęście, że dałyśmy siebie i swój wysiłek tym najmniejszym. Jreszcze wspólne pamiątkowe zdjęcie.

caritas

Dziękujemy naszym Szanownym Sponsorom, którzy mają swój wielki wkład w to piękne dzieło.  W przyszłym roku też pobiegniemy, gdy będzie taka możliwość, jeżeli Bóg da siłę.

 

DSCF5470      DSCF5472

Joanna Pąk