„Brak mi życiowego doświadczenia i wiary w siebie”

Nie chce ujawnić nazwiska. Jeszcze nie jest gotowa. Odważyła się jednak pokrótce przedstawić swoją historię. Czuje się trochę zagubiona. Jeszcze brak jej wiary w siebie.  Tekst, który przysłała  potwierdza,że nabiera siły,że zaczyna rozwijać skrzydła. Powoli, ale rozwija. Potrzebuje wsparcia,  dobrych wskazówek  i życzliwości. Wierzę,że Jej marzenia się spełnią. Wiem,że pokona przeciwności. Musi tylko uwierzyć,że jest wyjątkowa. A jest.

(a.d)

 

Urodziłam się 37 temu. Przyszłam na świat z mózgowym porażeniem dziecięcym. Od najmłodszych lat  musiałam walczyć z otoczeniem i udowadniać, że ja coś  znaczę .Odrzucona również przez najbliższych . Zawsze słyszałam -dla mojego dobra -ktoś za mnie decydował .Na każdym kroku podważa się  moją zdolność o decydowaniu o sobie .Najbardziej bolało odrzucenie przez rówieśników .Czułam się gorsza i przez lata zaczęłam budować mur ,który odgradzał mnie od innych .Po latach trwania w depresji i odizolowaniu wyszłam do ludzi i skończyłam studia – pedagogika pracy socjalnej , dla pokazania, że ja mogę wiele, choć nie było łatwo ,ale znaleźli się dobrzy ludzie którzy wyciągnęli pomocną dłoń i przywrócili wiarę w ludzi  i w moje uśpione możliwości.Wiem ,że teraz jest czas spłacania długu wdzięczności za okazane serce.

Chciałaby uniezależnić się od rodziny, chciałaby znaleźć własny kąt z dala od rodziny choć kochającej na swój sposób ale ograniczającej. Po prostu samodzielne działanie przerasta moje siły. Zawsze słyszałam” ty bez nas nie dasz sobie rady”. Brak mi życiowego doświadczenia i wiary w siebie. Priorytetem dla mnie byłaby możliwość pracy, to chyba największe moje marzenie.

Kolejnym marzeniem które chcę zrealizować jest pielgrzymka do Rzymu, ale potrzeba by było mi opiekuna, bo sama nie mogę wyjechać gdzieś dalej, a rodzice już są osobami starszymi.
Myślę że na razie tyle wystarczy o mnie…

Tydzień w sercu Bieszczad

Od wielu już lat należę do Katolickiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Siloe” w Lublinie. Każdego roku wyjeżdżamy na letnie  wczasorekolekcje. Tego lata w lipcu wyruszyliśmy w Bieszczady, a konkretnie do Ośrodka Wypoczynkowo – Rehabilitacyjnego Caritas w Myczkowcach. Nasza grupa liczyła 48 osób, w tym 12 poruszających się na wózkach inwalidzkich. W codziennych czynnościach pomagali nam nasi wolontariusze.

Myczkowce – jest to malownicza miejscowość otoczona wzgórzami porośniętymi świerkami i innym iglastym drzewostanem. Sam Ośrodek w większości jest przystosowany do potrzeb ludzi niepełnosprawnych, chociaż wiele osób z naszej grupy narzekało na brak poręczy w toaletach. Myślę, że te braki będą sukcesywnie  uzupełniane.

Każdy dzień rozpoczynaliśmy i kończyliśmy modlitwą na świeżym powietrzu. Kulminacyjnym punktem dnia była Msza święta odprawiana w miejscowej kaplicy. Codziennie czekały na nas liczne atrakcje i niespodzianki, m.in. Warsztaty rzeźbiarskie i plastyczne, wycieczki do Polańczyka na rejs statkiem po Zalewie Solińskim. Po tych wyprawach jeszcze organizowane były dyskoteki, konkursy oraz ognisko. Tydzień minął nam bardzo szybko, a na pamiątkę pozostały zdjęcia, które poniżej zamieszczam.

Joanna Pąk

P1160218

Spacer nad tamę w Myczkowcach

1072555_508943795858286_1210239882_o

Pogaduchy w ogrodzie

1077760_508946819191317_502202424_o

Zapora wodna w Myczkowcach

1074579_508946642524668_1848997639_o

Jak dobrze być razem…

P1160361

Rejs statkiem po Solinie

164287_548292448551838_780701799_n

A wieczorem dyskoteka

Fot. Sylwia Kurcz i Krzysztof Szadowski

„Tej oto matce dam niepełnosprawne dziecko”

Teresa ma córkę z Zespołem Downa. Cudowną córkę Ines. Teresa jest szczęśliwa i zawsze radosna. Niedawno podczas wspólnego wyjazdu powiedziała mi wiersz. Teraz go Wam przetłumaczyła z niemieckiego. Teresa jest moją siostrą. a.d

Dlaczego właśnie my?

 

“ Tej oto matce dam niepełnosprawne dziecko”- mówi  Bóg.

 

   A , Anioł pyta:

 

“ Dlaczego właśnie jej o Panie? Przecież ona jest szczęśliwa .”

 

“ Dokładnie.”  Uśmiecha się  Bóg.

 

“Czy mogę dać niepełnosprawne dziecko matce  ,  która nie zna uśmiechu? To byłoby okrutne.”

 

“ Ale  czy ona ma niezbędną cierpliwość?” pyta się Anioł.

 

“ Ja nie chcę , żeby była ponad cierpliwa , ponieważ w użalaniu się nad sobą i rozpaczy utonie w morzu łez.

 

    Gdy szok i złość ustąpi wtedy nienagannie upora się.Ta kobieta ma poczucie samodzielności i niezależności.

 

    Dziecko , które jej  podaruję , będzie żyć we własnym świecie . I będzie musiała je zmusić do życia w jej świecie , a to nie będzie łatwe.”

 

“ Ale Panie o ile mi wiadomo  ona nie wierzy w Ciebie.”

 

    Bóg uśmiecha się.”To nie ma znaczenia , wszystko będzie w porządku.

 

    Nikt nie jest doskonały. A ona ma wystarczająco dużo egoizmu.”

 

    Anioł wzdycha.”Egoizm? Czy to jest cnota?”

 

    Bóg kiwa głową. “Jeśli ona od czasu do czasu nie będzie mogła się z dzieckiem rozstać , nie przetrwa wszystkiego.

 

    To jest właśnie ta kobieta , której podaruję nie całkiem doskonałe dziecko.

 

    Nigdy nie zaakceptuje słowa mówionego jako – rzecz oczywistą , żadnego kroku jak –  coś zwykłego , codziennego.

 

    Kiedy jej Dziecko pierwszy raz powie MAMA , zda sobie sprawę , że doświadczyła Cudu.”
autora oryginału niestety nie znam. Tekst przetłumaczony z wersji niemieckiej.

 

Wyjść ze skorupy

Taką oto dostałam wiadomość. Nie podaję imienia autorki, bo zgody nie mam, ale jestem pewna,że niedługo także zacznie łamać stereotypy razem z nami.

„Mieszkam w Lublinie i mimo niepełnosprawności i ograniczeń chce być dla innych.Poszukuje wolontariatu ,spotkań z innymi nie tylko niepełnosprawnymi przez lata zbudowałam mur a może inni mnie odgrodzili a teraz chcę go burzyć,,,

Podziwiam Joanne i jej mamę za upór w dążeniu do normalności…”

 

To dołącz do nas, dołącz.

a.d.

Spotkanie na do widzenia i łza ocierana ukradkiem

Stał na drodze. Z matką. Czekał na nas.

Dzielił nas jeszcze ponad stumetrowy dystans drogi, gdyż szłyśmy powoli. Gęsiego. Wózek za wózkiem. Pod górę trochę ciężko pchać. Szłyśmy w zadumie, każda po kryjomu ocierając łzę. Jeszcze w głowie i sercu echa porannej Mszy Świętej i pieśń na zakończenie z dedykacją dla nas: „życzymy, życzymy i zdrowia i szczęścia i błogosławieństwa…”

Przed oczami twarze płaczących parafian z Gdeszyna , gdy mówiłyśmy nasze Świadectwo i czytałyśmy wiersze Joanny. Świadectwo o tym,że wciąż są pytania : Panie dlaczego ja? Podziękowania: Panie ,dziękuję za każdy dzień.

Wózek za wózkiem. Gęsiego. Powoli ,gdeszyńską , wiejską drogą.

On stoi. Patrzy na nas. Uśmiecha się.

Podchodzimy. Witamy się. Szarmancko całuję każdą z nas w rękę. Jego matka wzruszona:Słyszałam wasze świadectwo. Chciałam , abyście się poznali.  Przyjedźcie jeszcze koniecznie.  Proszę.

Macha nam na pożegnanie. Na do zobaczenia.

Piotr z Zespołem Downa.

Wrócimy , bo Piotr będzie czekał.

anna dąbrowska

 

IMG_3521

Pamiątkowe zdjęcie z ks. Ryszardem Ostaszem i jego parafianami

Nogopis, całusy z PECTUSEM i gołąbki z keczupem.

Ta sobota pozostanie na długo w mojej pamięci. Oj, od razu pytacie czy coś szczególnego się wydarzyło? A jakże by nie. Dzień bez przygody jest dniem straconym.

Ale „do ad remu” -jak zwykła mawiać pewna pani.

Dziewczyny z ks. Ryszardem Ostaszem-proboszczem w Gdeszynie wybrały się zwiedzać okolicę. Cieszyły i oko i ucho. Oddychały pełną piersią (pełnymi piersiami). Zgłębiały piękną i bogatą historię miejscowości.Utrwalały wszystko i w pamięci i na dyskietce aparatu fotograficznego. Pełna dokumentacja.Profesjonalnie.

A ja?

A ja do Zamościa pojechałam po koleżankę. Niezwykłą osóbkę. Moją redakcyjną koleżankę -Małgosię. Małgorzata prowadziła wieczorem koncert w Werbkowicach. Zanim na koncert dojechała odwiedziła nas i zarazem swojego szkolnego kolegę ks. Ryszarda. To było bardzo sympatyczne spotkanie i niespodzianka dla obojga.

Napomknęłam o koncercie? A tak. Koncert zespołu -UWAGA!! PECTUS!!!!

Od rana tylko o tym mowa była. Jedziemy na koncert -bez dwóch zdań. Ale czy mamy szansę na wspólne zdjęcia i autografy?

Zobaczymy. Łatwo się nie poddamy.

Sobotnie popołudnie niezwykle upalne. Leżymy na materacach pod drzewami. Spokój, cisza , pełen luzik. Nagle dziewczyny uświadamiają sobie,że muszą umyć włosy , bo tak się przystojniakom nie pokażą.

No dobra : Ja z Małgosią grzejemy w garach wodę. Szykujemy zakład fryzjerski pod chmurką.

Miednica z wodą, dzban wody do spłukiwania. No rozbierać się do pasa, bo pozalewamy wszystko. I jazda. Jedna, druga, trzecia głowa ( żeby nie było- dla każdej woda zmieniana). I po robocie. Słońce włosy wysuszy.

Potem makijaże, dobór garderoby ( nie taka , owaka, i zmiana .I biżuteria. Ta bransoletka nie pasuje. I cienie na powiekach mi zrób i usta błyszczykiem muśnij. -SKOŃCZONE-zrobione). Jedziemy.

Ja zabieram Joannę i trzy wózki inwalidzkie, a Małgosia Anetkę, Karolę i Krysię. Logistycznie mamy to opanowane-chociaż mój samochód duży nie jest.

Podjeżdżamy pod samą scenę i dostajemy osobną garderobę (przyznaję troszkę po znajomości, troszkę,że na wózkach dziewczyny). Nasza garderoba sąsiaduje z ICH garderobą .Czekamy.

Są, są, są. Przyjechali. Chłopaki jak malowane. Idą, idą , idą. Idą do nas!!!

I to było naprawdę fantastyczne spotkanie. Czterej bracia z zespołu PECTUS to bardzo kulturalni, taktowni, grzeczni i sympatyczni panowie. Długo z nami rozmawiali. Robiliśmy masę zdjęć. Joanna podarowała Im swoje tomiki wierszy. Podpisując je nogą. Co zrobiło niesamowite wrażenie. No cóż „nogopis” Joanny zawsze robi furorę. I całuski także były (niestety nie każda z nas całusa dostała-pisząca te słowa nie- łełełe)

Koncert był rewelacyjny, a my szalałyśmy prawie do północy.

Wracamy.

Wieczorna, a raczej nocna toaleta. I prawie jesteśmy w łóżkach, a tu sms: ..”grzeję gołąbki na plebani -zaraz będę”.

Wiecie jak smakują gołąbki z keczupem o pierwszej w nocy?

Wybornie.

anna dąbrowska

IMG_3466

Spotkanie z Zespołem PECTUS

IMG_3469

Joanna składa nogopis – dedykację w swoim tomiku

IMG_3448

Na koncercie

IMG_3497

„Barcelona” – PECTUS

Gdeszyński azyl

Gdeszyn – maleńka wioska leżąca na Roztoczu między Zamościem, a Hrubieszowem. W pierwszych dniach lipca życzliwy ks. proboszcz Ryszard Ostasz, życzliwi ludzie, otworzyli dla nas swoje serca i podwoje wiejskiej szkoły. Jesteśmy gośćmi, a czujemy się tutaj, jakbyśmy tu były od zawsze. Pani Michalina przynosi nam mleko do kawy już do pierwszego śniadania. Ksiądz Ryszard troszczy się o wszystko, aby nasz pobyt w jego parafii był miły, aby niczego nam nie zabrakło – to taki żywy obraz świętego ojca Pio. Nikt nas nie zmusza do niczego, rzec by można pełny luzik, a jednak każda z nas czuje nieodparte pragnienie odwiedzenie kościoła i uczestnictwo we Mszy św. Mały kościółek pachnący liliami. Z głównego ołtarza spoglądają dobrotliwe oczęta Najświętszej Panienki, a z bocznych ołtarzy wychylają się nieśmiało głowy świętych i błogosławionych: młodego św. Józefa
z Dzieciątkiem Jezus na ręku i bł. Ks. Zygmunta Pisarskiego. Ten ostatni zapisał się złotą czcionką na Gdeszyńskiej Ziemi, zamęczony w latach okupacji, a jednak do końca strzegący praw Bożych, błogosławiący i rozgrzeszający swoich oprawców stygnącą ręką trzymającą różaniec. Do chwili obecnej wśród miejscowej ludności istnieje kult ks. Zygmunta Pisarskiego, który
w 1999 roku został wyniesiony do godności błogosławionego przez papieża Polaka. Krew heroicznego księdza uświęciła Ziemię Gdeszyńską i właśnie dla upamiętnienia jego męczeńskiej śmierci obecny proboszcz otworzył tu Szlak bł. Ks. Zygmunta Pisarskiego. Jest to polna droga obsadzona z obu stron wiekowym drzewostanem i drewnianymi kapliczkami,
a nisko, tuż spod leśnych paproci wychylają się małe kamienne tablice upamiętniające wielkich Polaków przebywających w tym malowniczym zakątku świata. Była tu m.in. Maria Dąbrowska. Tu żył i tworzył miejscowy poeta ludowy Ferdynand  Kuraś. Na końcu tego Szlaku pojawia się kościół, który w zamierzeniach proboszcza Ryszarda Ostasza stanie się Sanktuarium Pojednania Polsko-Ukraińskiego. Na miejscowym cmentarzu spoczywa błogosławiony ks. Zygmunt Pisarski. Na jego grobie są zawsze świeże kwiaty i płoną znicze, a to świadczy o żywej o nim pamięci wśród miejscowej ludności. Ksiądz proboszcz Ryszard Ostasz marzy też, aby w przyszłości adaptować budynek szkolny dla potrzeb osób z niepełnosprawnością. Chce, aby ta szkoła stała się dla nich letnim azylem. Nie tylko domem rekolekcyjnym, ale także domem wypoczynkowym. Wierzymy, że to się stanie. Wierzymy, że tu wrócimy, by znów posłuchać szumu świerków w parku przed szkołą, kukułki kukającej w pobliskim lesie i cichych melodii koników polnych. Wrócimy tutaj w większej grupie, ponieważ tego co piękne nie możemy zachować wyłącznie dla siebie.

Joanna Pąk

IMG_3409

IMG_3380

Na Szlaku bł. ks. Z. Pisarskiego

IMG_3386

Przy tablicy upamiętniającej twórczość miejscowego poety Ferdynanda Kurasia

IMG_3525

Na miejscowym cmentarzu przy grobie bł. ks. Z. Pisarskiego

Czy znajdziemy tu kąt dla siebie? Może nam pomożesz?

Leniwie budzimy się po prawie nieprzespanej nocy. Jak tu spać w nowym miejscu? Duszno, łóżka nowe i to całonocne bzykanie komarów. Świt wlewa się przez  okno, a ptaki chyba oszalały. Kłócą się niemiłosiernie jeden przez drugiego.

Śpimy w wiejskiej szkole w Gdeszynie. W  sali pierwszoklasistów , bo stoliki okrągłe, niskie, a krzesełka malutkie. Na tablicy jeszcze napis pozostał „Wakacje – to uczniowie lubią najbardziej”.

Szkoła w Gdeszynie dwa lata temu miała być zlikwidowana. Jak większość małych szkół. Nie opłacało prowadzić się takiej placówki. Jednak ks. Ryszard Ostasz proboszcz parafii na to nie pozwolił. Swoje oszczędności, polisy ubezpieczeniowe, zaangażowanie, pracę , zdolności negocjacyjne i organizacyjne zainwestował w ratowanie szkoły. Z grupą mieszkańców założył Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Gdeszyńskiej, które zostało organem prowadzącym szkołę. Zaczęto generalny remont, a raczej budowę. Pomagała prawie cała wieś. I szkoła jest. Służy także jako miejsce spotkań mieszkańców. Taki mały Dom Kultury.

Obecnie zaczyna pełnić dodatkową funkcję. Miejsce spotkań, warsztatów, rekolekcji i wypoczynku wakacyjnego osób z niepełnosprawnością.To piękne miejsce, chociaż warunki jeszcze surowe. Woda zimna i brak pryszniców , a  kuchnia wymaga nakładów. Ziarno jednak rzucone i może plon obfity przyniesie? Bo,że pomysł jest świetny to nie wymaga potwierdzenia. Ale i fundusze potrzebne (może ktoś z czytających chętny pomóc?)

Gdeszyn to mała , malownicza wieś położona przy trasie Zamość-Hrubieszów.Wieś z bogatą historią.

Gdeszyn to ludzie życzliwi i otwarci.

Gdeszyn to idealne miejsce wypoczynku dla niepełnosprawnych szczególnie.

Zanim jeszcze z polowych  łóżek się wygramoliłyśmy już przyjechały panie Dorota i Tereska ze śniadaniem. Swojska wędlina, ciepłe pieczywo. I uśmiech i szczere serce. I pytanie, o której z obiadem przyjechać?

-Na 15.00 , bo Zamość podbijać będziemy.

Dzięki Ci Panie za takich ludzi. Przecież wcale nie musiały i nie prosiłyśmy (wiemy,że to też „sprężynka” ks. Ryszarda).

Zamość niczym nie zaskoczył, tylko jak zwykle zauroczył. A kawa i lody na Starówce wyborne. Miłe popołudnie.

Po obiedzie ( zupa z warzyw z ogrodu Tereski- REWELACJA) i ziemniaczki z mięskiem i ogórkiem małosolnym. Palce lizać . Szkoda,że ks. Ryszarda z nami nie ma, ale dziś odwiedza chorych.  Przyjdzie wieczorem.

Rozmowy, rozmowy , rozmowy. Tarasowe rozmowy. Przychodzą z wizytą mieszkańcy wsi. Dzieci i dorośli.. Może trochę  z ciekawości? I rozmowy i żarty i pytania. Zaczynamy „oswajać” ich z niepełnosprawnością. To dobry, ważny i potrzebny czas dla wszystkich.

A o 18.00 Msza Święta w gdeszyńskim kościele. Msza w naszej intencji. I słowo do nas skierowane.Wzruszenie.Tym bardziej ,że to Pierwszy Piątek Miesiąca.

Spacerkiem przez wieś wracamy do szkoły. Po drodze rozmawiamy z mieszkańcami. Machają do nas traktorzyści. Uśmiecha się starsza Pani na rowerze. Pachną lipy. Cieszy widokiem okolica.

Kolacja i wizyta ks. Ryszarda.

I ponownie długie tarasowe rozmowy. Mnoży się dobro. Jak dobrze być razem.

Jutro znowu będzie dzień.

Tylko to nocne bzykanie komarów.

cdn

anna dąbrowska

IMG_3393

Podziwianie widoków Roztocza

IMG_3360

W zamojskiej kawiarence

IMG_3350

Zamość – Padwa Północy.

Ratusz otoczony przez dziewczyny z portalu „Łam stereotypy – o sprawnych inaczej”

„Sutanna rzecz nabyta – nie to co kobita”

„Sutanna rzecz nabyta-nie to co kobita”- powiedziała Joanna do ks. Ryszarda, kiedy w szalonym, wspólnym  tańcu najechała kołem wózka inwalidzkiego na jego sutannę i …trach , na dole się popruło.

Śmiechu było co nie miara. Śmiało się pół Gdeszyna zgromadzonych przed wiejską szkołą. Śmiała się Joanna , śmiał się ksiądz Ryszard.ta chwila-bezcenna.

Do Gdeszyna-na kilka  pierwszych dni wakacji- pojechałyśmy na zaproszenie ks. Ryszarda Ostasza. My- to znaczy Joanna zwana „Szaloną”, Anna zwana „Czarnym Aniołem” , Małgosia zwana „Harrisem”, Karolka zwana „Okruszkiem”, Aneta zwana „Kawał cholery” i Krysia zwana „Zbowidówką”. Trzy na wózkach siedzące i trzy wózki pchające.

Zaproszenie było podwójne tzn. 15 -lecie kapłaństwa ks. Ryszarda i 6 -lecie Jego „proboszczostwa” w Gdeszynie oraz pionierskie rozpoczęcie wakacyjnych wizyt-rekolekcji w cichej w wakacje szkole.

Po pięknych i wzniosłych uroczystościach kościelnych z udziałem hierarchów kościoła, przedstawicieli władz, posłów i pozostałego  ludu bożego , po życzeniach i prezentach dla Jubilata rozpoczęła się zabawa.

Na początek Festiwal Pieśni Maryjnych. Potem na ludowo orkiestry grały . Dzieci do tarcz z łuków strzelały, w piłkach się w wodzie „turlały” i na wysokości po ściankach wspinały. „Szalona” Joanna do wspinaczki się rwała, ale na szczęście się nie dostała, a raczej Krysia jej nie dopchała…ufff. To byłby jak  na początek wizyty zbyt duży szok dla wszystkich . Przecież kobita niepełnosprawna jest.

Potem do instrumentów podeszli chłopcy z zespołu „Nokaut” i….się zaczęło. Na trawniku przed szkołą , na zabawie pod chmurką poszły w ruch i ręce i nogi i wózki inwalidzkie, a na nich dziewczyny śliczne. I w kółeczko i odbijany i wężykiem i tany, tany. I w lewo i w prawo i jeszcze hop. Ale na razie to na tym stop!

Bo tak się Joanna rozszalała,że księdzu sutannę porwała.

A potem czułe pożegnania. I taras przed szkołą i rozmowy długie. A nad nami niebo rozgwieżdżone, i cisza gdeszyńska i zapach łąk i kwiatów.

Jak dobrze, jak błogo.

Czas spać -bo grubo po północy.Jutro czeka nas piękny dzień.

cdn.

Anna Dąbrowska

 

995925_696756027017497_539245655_n

Potańcówka „pod chmurką” w Gdeszynie

IMG_3270

Tany, tany i materiał porwany…

IMG_3304

Anetka w tańcu z Gosią

1013139_694749947218105_2032604117_n

Z panią poseł Genowefą Tokarską