Podsłuchane…

Przyszłe poliglotki

Dwie dziewczynki rozmawiają siedząc na huśtawce:
Martynka: Oliwka, czy Ty rozumiesz język niepełnosprawnej pani Joasi?
Oliwka odpowiada: Tak, ale moja babcia lepiej ten język rozumie.
Martynka: Ja też bardzo bym chciała nauczyć się tego języka.

jezyk

Reklamy

Rozmowa na komunikatorze…

– Cześć! – zaczepia mnie dziewczyna na czacie.

– Witaj! – odpowiadam grzecznie.

– Jak masz na imię? – pyta dziewczyna zza szyby monitora.

– Ania! – odpisuję po chwili.

– Na co jesteś chora? – zadaje pytanie dziewczyna.

– Choruję na mózgowe porażenie dziecięce – odpowiadam szczerze.

– Miło mi, ja też – odpisuje moja rozmówczyni.

PS.
Zastanawiam się, czy może być miło, jeśli obie kobiety łączy jedna choroba?

Nie ważne gdzie, ważne z kim…

Nadeszła pora wakacji, urlopów… Słoneczne lato kusi do wyjścia poza obręb czterech ścian. Często planujemy wypady spontanicznie, w nieznane lecz z zaufanymi ludźmi, przyjaciółmi. Poznajemy nowe miejscowości. Jedne są malownicze, inne trochę mniej… Jednak najpiękniejsza jest bliskość drugiej osoby, to że jest z nami, pomaga w potrzebie i że razem wypoczywamy. Starajmy się, aby tego lata takich wspólnie spędzonych chwil było jak najwięcej.

J.  P.

DSCF1041

NIEPEŁNOSPRAWNI – W KARBY I DO … ROBOTY!

 

Kochani, Ci, którym Życie pokazało cyrkową niemal twarz i czeka teraz, że potrafimy zareagować!

A jakże! Potrafimy się śmiać, uśmiechać do nawet trudniejszych chwil.

Potrafimy!

Potrafimy jeszcze cale mnóstwo reakcji, ale dzisiaj najpoważniejszy temat… praca!

I od razu trudność – bo to pracodawca musi przemyśleć naszą obecność : w pracy czy   też w domu. Godziny – wyznaczone, czy dowolne zasady rozliczeń z naszych obowiązków – codziennie, za tydzień czy raz na miesiąc.

Pierwsze chwile – jak zawsze – są najtrudniejsze, wymagają pokory w słuchaniu i konkretnych i zdecydowanych odpowiedzi.

Potem  już tylko od nas zależy solidność i zaangażowanie,  myślenie o świecie i codziennych obowiązkach.

Z PEŁNYM SZACUNKIEM I PODZIWEM DLA WASZEJ WYTRWAŁOŚCI ZDOBYWANIA WIEDZY!

Czy zdajecie sobie w pełni sprawę, jaki potężny krok zrobiliście? Na pewno nie możecie bezstronnie ocenić tego czynu! – Wasz wysiłek trwał, a więc rozłożył się na lata – już nawet nie pamiętacie, jaki OGROM PRACY pochłonęły te studia – teraz jesteście magistrami, doktorami (dajmy spokój z tytułami – jak komuś zależy – droga otwarta!).

Mnie zaś najbardziej interesuje, co dalej? Kto z Was podjął jakąś pracę, kto poszukuje pracy i kto czeka na jakąś super ofertę?

Słuchajcie – 20 lat temu nikt nie myślał o korzystaniu z wysiłku niepełnosprawnych (nie był gorszy, tylko „nie do pomyślenia”), nikt nie zadawał sobie pytania – jak taką inteligencję  odłożyć niewykorzystaną?

Teraz czasy się zmieniły i jeszcze się zmieniają! – w coraz szybszym tempie… Szacunek do osoby już nie ma związku z postawą pionową czy przesiadywaniem w wózku (mówiąc obrazowo, symbolicznie) – liczy się bowiem wrażliwie myśląca głowa!

A już coraz częściej zauważana jest szalenie dobra i interesująca, mocna strona niepełnosprawnego pracownika … nieustanne zmaganie się ze stawiającym wielkie wymagania życiem, przybiera postać niekonfliktowego, skupionego na tworzeniu i realizowaniu świata obowiązków, pracowniku.

Mogę się założyć,  że w ciągu 50 najbliższych lat niepełnosprawność będzie  kwitem o pełnej przydatności do życia: pracy, zabawy i fantastycznego wykorzystywania wolnego czasu … na uatrakcyjnienie życia!

Tym razem nie chcę, nie mogę dopuścić do przeczytania i zapomnienia : piszcie o swoich planach, marzeniach zawodowych. Ten problem jest problemem świata. Im szybciej zaczniemy pokonywać pojedyncze  nieśmiałości w budowaniu uczciwych życiorysów WSZYSTKICH  ludzi
( jeszcze raz:  KAŻDEGO człowieka) tym szybciej normalne, zapracowane życie będzie realne na co dzień.  Tego problemu nie będzie – będzie oczywistość, o którą zadbali ludzie z początku XXI wieku!

Renia Rzepecka

Myśli spisane przez Renię Rzepecką

DRODZY MOJEMU SERCU NIEPEŁNOSPRAWNI…

Czy mogę WAS chwilkę pozadręczać?

Jeśli tak – przyjrzyjcie się w swojej wyobraźni – Pełnosprawnym…  pierwszy moment: są w porządku …(Niepełnosprawni od razu rzucają w oczy informację o swoim problemie…)

Drugie wrażenie o Pełnosprawnym – jest miły, uśmiecha się, lubi pogadać, fajnie się z nim je itp…(natomiast Niepełnosprawny: trzeba mu pomóc, ale czy ja potrafię i czy mam czas, jak z nim pogadać, może lepiej zacząć z mamą –czy żoną, tym opiekunem…, a może innym razem…)

Już drugi moment stawia nas na przegranej pozycji. Jeszcze ci pewniejsi siebie mogą odwrócić szalę uwag i : „słuchaj, mam świetną płytę!” – czasem to wystarczy do nawiązania nici przyjacielskich. Czasem jeszcze kilka słów jest koniecznych: „to … SERVANTS OF SILENT- odjazdowa muzyka, bez słów, ale z taką siłą sugestii pięknego życia… a zespół, słuchany już na świecie jest z  Lublina!”

I kiedy mówicie, przymykają się oczy słuchającego, a mózg mu podpowiada: fajny tekst, może    dobrze byłoby posłuchać… i bezpiecznie – on teraz nic nie chce, a herbaty napijemy się później i wtedy pogadamy…

To jedynie przykład rozwiązania problemu pierwszych – tych najtrudniejszych – kontaktów Pełno  i Niepełnosprawnych. Napotykamy na pagórki braku sympatii – nie do przebycia: niektórzy ludzie myślą wyłącznie o załatwianiu swoich spraw – dla nich  rozmówca jest z góry określony i Niepełnosprawny w ogóle nie istnieje. Nie warto się tym przejmować – to są, w gruncie rzeczy, nieszczęśliwi ludzie.  Nie mają czasu na serdeczność bezinteresowną, życzliwość dla każdego, po prostu chwile rozluźnienia i przyjemności…

Tylko… my, Niepełnosprawni, jesteśmy bardziej wrażliwi na niechcenie nas…

Wyobraźmy sobie świetną godzinę dla czarnych – jeszcze ciemnowłosi by mogli się tu znaleźć, ale blondyni czy rudzi (a szczególnie blondynki i rude) potraktowani byliby jak… wyrzutki społeczne, mimo że sporo rodzinnych więzów mogłoby tu kwitnąć!

Tak: nie wszędzie i nie każdy znajdzie swoje miejsce, szczególnie wózkowicze, którzy każdy swój ruch muszą uzależnić od innych osób…

Ale za to … Mamy znacznie więcej czasu na pielęgnację swojej niezwykłości : czytanie nieznanych jeszcze książek, pisanie przemyślnej powieści lub opanowywanie zasad gotowania przepysznych ciasteczek albo odnawiania srebrnych drobiazgów (czy miliona innych idei, tkwiących w duchu każdego człeka!)… nie ukrywajmy naszych światów, warto zdać sobie sprawę ze swoich zainteresowań, ze swojej wiedzy i zadbać o szczegóły!  Można wykorzystać komputer do mówienia o sobie w kontekście jakiejś wartości, można …  powędrować z gitarą na uliczkę pełną kawiarni i zaśpiewać o swoich pomysłach na ciekawie spędzony czas…

Jedna rzecz wydaje mi się niezwykle ważna: ustalajcie od razu jak najprostsze zasady spotkań z Wami!: „potrzebuję  z a w s z e  szklanki wody w zasięgu ręki” czy „w ciągu dwóch godzin mama przyjdzie po mnie … chyba że coś się wydarzy…”

… bo    ja sama często napotykam obojętny wzrok… innego wózkowicza…

Uczmy się żyć interesująco i z zainteresowaniem dla innych – bez względu na wózek czy świadomość pełnych możliwości… (można pamiętać o różnych darach życia i przeróżnych ograniczeniach, ale czy warto się tym zajmować, jeżeli nas to nie wzbogaca? Lepiej myśleć – o pozytywach nadchodzących dni!)

Powodzenia!

 

ŚMIECH TO SKARB!

Nie mam sprawnych nóg

Ale za to mam muzyczny róg

Na rogu jak zagram ciepło – ZANUCĘ CICHO

Radość i śmiech – poniesie echo!

 

Nie mam sprawnych rąk

Ale umiem stworzyć klimat łąk

I lasu. I … słońca nad morzem …

Śpiewam, maluję ustami – ze śmiechem!

 

Nie mam sprawnego ciała,

Ale … we mnie radość zamieszkała,

Także wszyscy, którzy ze mną są

Słyszą ciszę, czytają, tańczą – i się śmieją!

 

A ja nie mam…

Tylko leżę nieustannie

Ale jak moje myśli zaszaleją

To mnie śmiechem zaczarują!

 

Renia Rzepecka

 

 

Robienie zakupów przez kobiety niepełnosprawne

„Pieniądze szczęścia nie dają…  dopiero zakupy” – Marilyn Monroe.

Ten cytat znanej modelki i aktorki znają prawie wszystkie kobiety na całym świecie. I trudno się z tą myślą nie zgodzić. Wszystkie kobiety uwielbiają chodzić po sklepach, oglądać i przymierzać fajne ciuszki. Niepełnosprawne panie dbające o swój wygląd nie są w tym odosobnione. Jednak, czy z wszystkich stoisk mogą korzystać, czy są dla nich dostępne?

 

Stoiska samoobsługowe

Większość osób lubi robić zakupy w supermarketach. Samoobsługa pozwala na dowolny  wybór towaru, dokładne obejrzenie  produktu, sprawdzenie terminu ważności do spożycia itp. Obok tych plusów pojawiają się także minusy zwłaszcza dla kobiet patrzących na półki sklepowe z perspektywy wózka inwalidzkiego.

Towary ustawione na wysokich regałach są niezbyt dostępne dla niepełnosprawnych  klientek. Oprócz tych utrudnień pojawiają się następne. Niezbyt szerokie przejścia są niekiedy zastawiane dodatkowym towarem, tworząc przy tym bardzo wąskie korytarze. Osoby korzystające ze sklepowych wózków na zakupy mają problem z wymijaniem wózka nadjeżdżającym z naprzeciwka. W trudniejszej sytuacji znajduje się niepełnosprawna kobieta z koszykiem na kolanach. Ma ona wówczas ograniczone pole manewru. Jak ma poradzić sobie w takich sytuacjach?  Najlepiej poprosić kogoś z personelu o pomoc np. podanie potrzebnych produktów z wyższych lub niedostępnych półek. Można również poprosić
o wskazanie innej drogi z ominięciem wąskich przejść zablokowanych zalegającym towarem. Warto zgłosić swoje uwagi do działu klienta, aby kierownictwo sklepu miało na uwadze, iż
z usług korzystają nie tylko ludzie sprawni i nie mający trudności z dostępem do towaru,  który obecnie potrzebują.

 

Sklepy z odzieżą

Każda kobieta zanim zdecyduje się na zakup wymarzonego ciuszka lubi pobuszować po butikach lub dyskontach oferujących szeroki wybór ciekawych kreacji. W sklepach z odzieżą można swobodnie wybierać interesujące nas sukienki, żakieciki, bluzeczki. Wieszaki z tymi ubraniami usytuowane są nisko i nie sprawiają trudności, jeśli chodzi o ich dostęp przez niepełnosprawną kobietę. Problem zaczyna się, gdy chce to wybrane ubranie przymierzyć. Niestety, przymierzalnie nie są na tyle szerokie, aby zmieściła się w niej osoba na wózku inwalidzkim. Trzeba zatem polegać na własnej intuicji lub pamiętać swoje dokładne wymiary.

Alternatywnym rozwiązaniem są sklepy internetowe, które po uprzednim wybraniu
i zamówieniu przesyłają wybrany model do domu klienta. To rozwiązanie jest o tyle komfortowe, że bez skrępowania można w warunkach domowych przymierzyć przysłany towar, a w razie zaistniałych mankamentów odesłać.

Mimo tych udogodnień niektóre kobiety nie potrafią przekonać się do tego rodzaju zakupów, ponieważ czerpią przyjemność z samego wybierania szałowej sukienki lub cudownie pachnących perfum. Jest to dla nas kobiet w pełni zrozumiałe, a jednak jeszcze w naszym kraju mało oczywiste.

 

Joanna P.

decoko-zakupy-personal-shopper

Akceptacja dziecka niepełnosprawnego w rodzinie

Niemal wszyscy rodzice, którzy z ust lekarza słyszą, że ich dziecko będzie niepełnosprawne zastanawiają się, czy będzie ono akceptowane przez rodzinę oraz przez zdrowe społeczeństwo? Niewiele osób wie, jak decydujący wpływ na aprobatę dziecka chorego mają sami rodzice. To od ich postawy zależy, czy ich pociecha znajdzie swoje miejsce wśród najbliższych członków rodziny, a następnie w dalszych kręgach społecznych.

 

Etapy postaw rodziców

Zanim rodzice osiągną właściwą postawę wobec swojego niepełnosprawnego dziecka muszą sami uporać się z wieloma trudnymi etapami przystosowania związanymi z przyjęciem chorego maleństwa.

Pierwszym etapem jest negatywna diagnoza o stanie zdrowia ich nowonarodzonego dziecka. Jest ona dla nich szokiem. Rodzice nie są pewni, czy sprostają wyzwaniu, jakie postawiło przed nimi życie. W tym okresie mogą narastać konflikty w ich wzajemnych relacjach. Partnerzy obwiniają siebie za zaistniałą sytuację. Możliwe jest też przechodzenie różnych stanów emocjonalnych: od rozpaczy, aż po depresję. W takich przypadkach warto skorzystać z porady psychologa, który pomoże uporać się z poczuciem krzywdy i wzajemnego obwiniania. Rozmowa z psychologiem pozwoli rodzicom dostrzec pozytywne strony życia,
w jakim się znaleźli i skieruje ich działanie na właściwe tory. Następnym etapem jest powolne przystosowanie się do niepełnosprawności dziecka i szukanie pomocy u lekarzy, a nawet
u bioenergoterapeutów. Będąc na tym etapie rodzice wspierają się wzajemnie i uparcie dążą do jednego celu: leczenie dziecka. W tym czasie następuje ostatni etap przystosowania czyli akceptacja dziecka.

Wzajemne uzupełnianie się w obowiązkach przy niepełnosprawnym dziecku kształtuje
i umacnia ich miłość do siebie samych, a także do chorego dziecka. Ta więź będzie fundamentem do dalszego budowania rodzinnych relacji.

 

Szacunek dla dziecka niepełnosprawnego

Właściwą postawą obojga rodziców jest obdarzanie dziecka bezwarunkową miłością oraz  traktowanie go, jako pełnoprawnego członka rodziny niezależnie od stanu zdrowia. Rodzeństwo oraz dalsza część przyjaciół i znajomych także będą traktowali dziecko
z szacunkiem, zauważając jego zalety i oryginalność osoby. Będzie ono wymagało poświęcenia i skupienia na nim większej uwagi, ale z czasem zostanie to odebrane jako normalna życiowa sytuacja.  To właśnie od rodziców zależy, w jaki sposób przedstawią chore dziecko rodzinie, rodzeństwu i społeczeństwu. Najbliższa rodzina jest za to odpowiedzialna, w jaki sposób niepełnosprawne dziecko zostanie przez ludzi postrzegane. Wychodzenie z dzieckiem na ulicę, na imprezy rodzinne oraz te organizowane z okazji Dnia Dziecka, Dnia Matki i Ojca przyzwyczai dziecko do obcowania z dziećmi zdrowymi. Również zdrowi rówieśnicy będą normalnie odbierali niepełnosprawnego towarzysza zabaw.

Ustawiczna rehabilitacja pomoże nie tylko zmniejszyć skutki choroby, ale także pozwoli na kontakt z podobnie chorymi rówieśnikami. Integracja ze społeczeństwem zmniejszy samotność oraz pomoże wejść młodemu człowiekowi w środowisko, które go zaakceptuje.

Joanna P.

 

Refleksja jednego popołudnia

To było dość kapryśne przedwiośnie. Początek marca w naszym klimacie niesie ze sobą zmiany pogody i wahania ciśnienia. Tak było i tego feralnego dnia. Czułam się bardzo senna. Po zjedzeniu obiadu postanowiłam trochę się zdrzemnąć. Przykryta polarowym kocem zapadłam w błogi sen.

Po trzech godzinach trochę przydługiej drzemki obudziłam się. W pokoju było ciemno tylko na suficie pojawiały się dziwne pulsujące niebieskie światła. W pierwszym momencie pomyślałam, że chyba podczas snu niechcący nacisnęłam przycisk  telefonu komórkowego. Spojrzałam na aparat leżący obok mnie. Wygaszacz telefonu był czarny, a światło nadal wirowało po suficie mojego pokoju. Byłam przerażona i różne myśli pośpiesznie wpadały mi do głowy.  UFO? Nie, nie wierzę w kosmitów, ale w chwili strachu można uwierzyć we wszystkie możliwe stwory. Zawołałam mamę. Była w kuchni i nie od razu mnie usłyszała. Mama wyglądała przez okno. Po dłuższej chwili pojawiła się w moim pokoju. Na moje pytanie: co się dzieje odpowiedziała, że stało się coś strasznego. Z sąsiedniego bloku ktoś wyskoczył z okna.   Spojrzałam w swoje okno. Była noc. W mieszkaniach paliły się światła tylko w jednym – na ostatnim piętrze było ciemno, a w połówce jednej szyby brakowało  białej ramy, co dawało przypuszczenie, że okno jest otwarte. Z widzenia znałam mieszkańców tego domu.  Byli młodzi i zdrowi.

Na dole w karetce lekarze ratowali młode życie. W milczeniu modliłam się o powodzenie akcji. Reanimacja trwała około godziny – chyba skutecznie, bo pogotowie odjechało na sygnale w stronę szpitala. Policja jeszcze została, aby dopełnić procedury.

Gdy opadły emocje przyszła refleksja: co skłoniło młodego człowieka do tak desperackiego czynu? Nikt widział jego gestów mówiących o tym, że coś się dzieje trudnego w jego życiu? Nikt nie usłyszał „niemego krzyku?” Pytania można mnożyć. Przypuszczam, że nie poznam prawdziwego powodu, który był decydujący być, albo nie być na tym świecie. Jedno jest pewne: zawiodło myślenie perspektywiczne i brak odwagi, aby być blisko w rodzinie, sąsiedztwie. Nie pomyślał ten młody człowiek, co z nim będzie jeżeli złamie kręgosłup, a kończyny odmówią posłuszeństwa? Matka musi przecież pracować, a obca opiekunka będzie musiała obnażyć intymne części jego młodego ciała. Czy w takiej sytuacji można czuć się komfortowo? Niektórzy już przy narodzeniu otrzymują kompletne „wyposażenie” do samodzielnego życia i to od nich zależy, czy będą je szanowali.

J. P.

Co mi dała niepodległość Polski?

Obchodzimy kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Obok wymiaru historycznego każdy z nas, żyjących w obecnych czasach otrzymał coś, co dała mu suwerenność kraju. Jak często się nad tym zastanawiamy? Przyszło mi do głowy, aby podzielić się tym, co mnie osobiście dała wolność Polski.

Moja wolność?

Młode pokolenie skutki okupacji hitlerowskiej oraz komunistycznej zna z kart historii
i opowiadań tych, którzy to przeżyli. Mnie osobiście wolność dała prawo do życia
i swobodnej nauki. Czemu prawo do życia? Już wyjaśniam. Gdybym urodziła się w czasach okupacji hitlerowskiej nie miałabym prawa bytu. Dzieci niepełnosprawne wówczas były rozstrzeliwane. W taki sposób likwidowano szpitale i zakłady dla osób przewlekle chorych.
A teraz słów parę o prawie do nauki. Nie pamiętam co prawda tajnych kompletów, bo na szczęście urodziłam się znacznie później, ale za to dobrze zapamiętałam starania mojej mamy o to, abym mogła uczyć się w normalnej szkole. Ustawy z lat PRL nie przewidywały kształcenia dzieci niepełnosprawnych. Nie mieściliśmy się w systemie komunistycznym. Sanatoria dla takich dzieci budowano w lasach, aby nikt spoza kręgu rodziny i personelu medycznego nie zobaczył powykręcanych przez chorobę nóżek i rączek. Jednak moi rodzice byli wprawieni w przemycaniu mnie do pobliskiego miasteczka np. na lody lub na dłuższe spacery poza obręb placu sanatoryjnego.

Dobrze pamiętam wejścia do sklepów i budynków użyteczności publicznej. Były ciasne, a zanim się tam doszło trzeba było pokonać niezliczoną ilość schodów. Dla upartych rodziców nie był to problem, jednak teraz okazuje się, że ten upór został przepłacony zdrowiem. Często w takich momentach zastanawiałam się, dlaczego państwo polskie nie pomaga takim rodzinom? Moje pytania pozostawały bez odpowiedzi, aż do 1989 roku.

Skutki wolności

Wszystko wokół zaczęło zmieniać się po upadku systemu komunistycznego w Polsce. Nowe korzystne Ustawy dały możliwość edukowania dzieci bez względu na stopień ich niepełnosprawności. Powstawały klasy integracyjne, które sprzyjały rozwojowi dzieci, dając im sposobność do kontaktu ze zdrowymi rówieśnikami.

Likwidacja Barier architektonicznych jest również skutkiem wolności w naszym kraju. Wszelkie prace budowlane są wykonywane z myślą o osobach niepełnosprawnych. Starsze obiekty są także adaptowane dla potrzeb ludzi poruszających się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Mam tu na myśli platformy i windy służące do przewozu osób mających problemy z poruszaniem się.

Wiem, że wszelkie tego typu inwestycje są przysłowiową kroplą w morzu potrzeb, jednak ważne, że są widoczne i funkcjonalne. Wiem także, że te zmiany nie byłyby możliwe, gdyby nasz kraj nie był suwerenny. Wolność to dar. Czy potrafimy ją dostrzegać i cenić?

Joanna

rys2_maly

Wyjątkowy dekalog

Dekalog pogody ducha Jana XXIII
>
> 1. Tylko dzisiaj postaram się wyłącznie żyć dniem dzisiejszym, nie chcąc
> rozwiązywać za jednym zamachem wszystkich problemów mego życia.
>
> 2. Tylko dzisiaj maksymalnie zatroszczę się o moją postawę: być uprzejmym,
> nikogo nie krytykować, ani tego nie pragnąć, nie uczyć karności nikogo poza
> samym sobą.
>
> 3. Tylko dzisiaj będę szczęśliwy w przekonaniu, że zostałem stworzony, aby
> być szczęśliwym i to nie tylko w przyszłym świecie, ale również teraz.
>
> 4. Tylko dzisiaj przystosuję się do okoliczności i nie będę domagał się by
> to one przystosowały się do moich planów.
>
> 5. Tylko dzisiaj przeznaczę przynajmniej dziesięć minut na dobrą lekturę,
> pamiętając, że jak pokarm potrzebny jest do życia ciała, tak dobra lektura
> potrzebna jest do życia duszy.
>
> 6. Tylko dzisiaj uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem.
>
> 7. Tylko dzisiaj uczynię przynajmniej jedną z tych rzeczy, których czynić
> nie lubię, a jeżeli moje zmysły czułyby się pokrzywdzone, postaram się, aby
> nikt się o tym nie dowiedział.
>
> 8. Tylko dzisiaj sporządzę szczegółowy plan dnia. Może nawet nie wypełnię
> go dokładnie, ale zredaguję. Będę się strzegł dwóch nieszczęść: pośpiechu i
> niezdecydowania.
>
> 9. Tylko dzisiaj będę wierzył niestrudzenie, nawet gdyby okoliczności
> mówiły co innego, że Opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikogo
> innego na świecie nie było.
>
> 10. Tylko dzisiaj nie będę się lękał. Szczególnie zaś nie ulęknę się
> radować pięknem i wierzyć w dobro.

Mamo, proszę powiedz mi, dlaczego to właśnie ja…?

Będąc nastolatką tęskniłam za normalnym życiem takim, z jakiego korzystały moje zdrowe rówieśniczki: marzyły mi  się dyskoteki, buty na wysokich obcasach… itp. Ja miałam wózek i wewnętrzny bunt, że nie otrzymałam od Stwórcy tego, czym cieszyły się koleżanki. Pewnego dnia odważyłam się z mamą szczerze o tym porozmawiać. W czasie rozmowy z moich ust padło pytanie:

– Mamo, proszę powiedz mi, dlaczego to właśnie ja jestem chora?

Mama zamyśliła się i też zadała mi pytanie:

– A kogo wyznaczyła byś, aby usiadł na twoim wózku?

Do dzisiaj nie udzieliłam odpowiedzi…

J. P.

Zakamarki moich marzeń…

Swoje refleksje zacznę od… serca. Otóż moje serce jest bardzo pojemne i posiada wiele zakamarków. Nie będę opisywała, co się kryje w każdym z nich. Opiszę jedynie Zakamarek moich marzeń. Jest on bardzo obszerny, bo i marzeń mam wiele, a ich rotacja trwa prawie codziennie.

Od niepamiętnych czasów chciałam zobaczyć morze. To marzenie nie ulatniało się z mojego serca najdłużej i już myślałam, że zostanie we mnie na zawsze. Aż tu nagle, całkiem niespodziewanie zostałam zaproszona przez prezeskę Kasię Łukasiewicz na II Zjazd Fundacji „Oswoić Los” i portal Damy Radę.org z Lublina. Spotkanie uczestników miało odbywać się 24-26 maja 2013 roku właśnie w… Kołobrzegu! Moja przyjaciółka Ania Dąbrowska zgodziła się pełnić rolę mojej wolontariuszki. Wybrałyśmy się w podróż koleją. Anna pomimo skrywanych obaw dobrze spełniła swoją rolę zarówno podczas podróży pociągiem, jak też w czasie pobytu w Kołobrzegu. Człowiek inteligentny poradzi sobie w każdej sytuacji.

Morze powitało mnie szumem fal, najpierw łagodnych, jakby chciało mnie ze sobą oswoić. Bezkres wody uspokajał mnie wewnętrznie. Czułam się tak, jakby właśnie woda zabierała moje problemy, kłopoty się oddalały, czułam uspokojenie… radość spełnionego marzenia.

Drugi dzień pobytu w Kołobrzegu był pochmurny i lekko deszczowy, ale pogoda nie miała wpływu na moje samopoczucie. Po obfitym śniadaniu w pensjonacie „Radzik” pojechaliśmy całą grupą (32 osoby) zwiedzać kołobrzeską Starówkę i port „Marina”. Niezapomnianą przygodę przeżyliśmy podczas jazdy pontonem motorowym po niespokojnym morzu. Nawet osoby na wózkach miały tę przyjemność, by poczuć wiatr we włosach i zapierający dech w piersiach, gdy motorówka  nabierała zawrotnego tempa. Po tych wrażeniach poszliśmy na promenadę, aby zjeść smacznego dorsza, a potem znów obserwować bezkres wody. Morze tego dnia było  bardzo niespokojne, jakby chciało nam pokazać wiele swoich twarzy. Fale były wyższe niż poprzedniego dnia, groźniejsze. Mewy oswojone z tym widokiem fruwały nisko nie lękając się wodnego żywiołu. A ja mogłam tak siedzieć i słuchać pomieszanych odgłosów morza i mew unoszących się nad promenadą.

Wieczorem podczas kolacji wymienialiśmy spostrzeżenia, dotyczące piękna miejsca i jego odstępności dla osób niepełnosprawnych. Ogólnie plaże i molo są dostępne dla wózkowiczów pod warunkiem, że przyjadą tu z przyjaciółmi, którzy pomogą im w pokonywaniu trudnych odcinków pojawiających się na trasie. Rozmowy toczyły się także o sprawach codziennych. Wiele małżeństw od wielu wielu lat po raz pierwszy wyjechało na trzy dni zostawiając swoje chore dzieci pod opiek kogoś z rodziny lub przyjaciół. Miał być to czas relaksu, swobody, oderwania się od spraw trudnych, czas na chwilowe zapomnienie. To była tylko teoria, bo czy matka lub ojciec może zapomnieć o dziecku? Rozmowy toczyły się wokół ich dzieci, wymiany doświadczeń, pokazywaniu zdjęć w aparatach komórkowych, chwaleniem się każdym uśmiechem i słowem wypowiedzianym przez ich kochane pociechy. W tych dyskusjach wyczuwało się miłość i troskę o te duże, a jednak wymagające stałej pomocy dzieci. Zauważyłam między usłyszanymi słowami, że tych rodziców łączy nie tylko ogromna miłość do swoich pociech, ale także niespożyta siła i determinacja z jaką walczą o ich dobro i godne życie. Dzięki temu spotkaniu zrozumiałam też obawy i niepokoje mojej mamy.

Niedziela była ostatnim dniem pobytu nad cudownym Bałtykiem. Jeszcze ostatni wyskok na ulubioną promenadę, delektowanie się goframi… i czas wracać do domu. W sercu zabrałam wspomnienia bezkresu wody, szumu fal, krzyku mew, ale także twarze nowopoznanych ludzi, którzy mają w sobie siłę walczyć o uśmiech dziecka, o każdy jego gest w ich stronę skierowany.

Dziękuję wszystkim, dzięki którym tam byłam oraz tym, którzy przyjęli mnie taką, jaka jestem. A jestem żywiołem – podobnie, jak morze.

morze

Joanna Pąk

„Inna?”

Zdarzyło się to na początku lat 70-tych ubiegłego stulecia. Mając 11 lat wraz z rodziną przeprowadziłam się do innego miasta. Wiosennym popołudniem wyszłam z mamą na zwiedzanie miasta, które miało być dla nas docelowym azylem. Mama wiozła mnie w dziecinnym wózku nieproporcjonalnie małym do mojego wzrostu – wózek specjalistyczny jeszcze mi nie przysługiwał.  W pewnym momencie wyminął nas rowerzysta. Obejrzał się  i rzucił w naszą stronę taki oto  komentarz: „Co to za matka, że taką starą krowę w wózku wozi!”. Zabolało nie tylko mnie…  wtedy właśnie zrozumiałam, że jestem „inna”. Czy naprawdę byłam inna?

Na szczęście od tego czasu wiele się zmieniło w uświadomieniu naszego społeczeństwa. Teraz większość sprawnych osób wie, że nie można oceniać osoby na podstawie jej wyglądu.

J. P.

Radość mnie ogarnia

Taka mnie dzisiaj radość ogarnia, a to za sprawą mojej przyjaciółki Marzeny.

Znamy się od niedawna, ale intensywnie, chociaż nie spotykamy się często. Może dlatego ta przyjaźń trwa? Cha, cha, cha.

Marzena jest niewidoma od kilku lat. Ma cukrzycę i przeszczepioną nerkę. Miała momenty załamania. Nie uczyła się „brajla” , nie miała komputera, nie wychodziła z domu. Była trochę wyalienowana.

A teraz?

Pojechała na kurs  nauki samodzielności dla niewidomych. Zaczęła sama załatwiać swoje sprawy. A dziś!!!!!!!!!!!

dzwoni i mówi:

-cześć, zapisałam się do szkoły.Muszę nadrobić zaległości. Dam radę.

Radość mnie dzisiaj taka ogrania.

A.D.

Dzięki Hiszpan

Facebook to fajna rzecz. Po latach (40- tu) nawiązałam kontakt z kolegą z podstawówki. Wymieniliśmy kilka zdań; co u kogo słychać? jak kręte ścieżki w życiu prowadzą. Nic nadzwyczajnego. Dziś odczytuję od Niego taki o to wpis: „Nie wiem jak, ale bardzo chcę pomóc. Jeżeli tylko będę mógł coś zrobić dla osób z niepełnosprawnością to jestem”.

Jakie to miłe. Dzięki Hiszpan.

A.D.

Ksiądz nam jajka ukradnie

Dziś 30 marca 2013 roku w Wielką Sobotę , szykując święconkę, pamięcią wróciłam  do roku 1989-do Wielkiej Soboty także.

Moja córka miała wtedy  niewiele ponad 2 lata. Święta Wielkanocne spędzaliśmy u moich Rodziców w Hrubieszowie. Z córcią od rana  szykowałyśmy piękny koszyczek ze święconką.Odświętnie ubrane, w podniosłym nastroju poszłyśmy do Kościoła poświęcić jedzenie.

W Kościele tłum ludzi. Każdy z koszyczkiem. Ustawiamy się rządkiem. Cisza. Wchodzi ksiądz. Na co moja córcia na cały głos:

-„mamusiu uciekajmy ksiądz nam jajka ukradnie..”

Salwa śmiechu.

Co roku z całą Rodziną, w Wielką Sobotę przypominamy sobie tamten dzień.

Szkoda ,że coraz nas mniej na tym świecie.

WESOŁEGO ALLELUJA i SMACZNEGO JAJKA.

Anna

Taka młoda…

Zdarzenie to miało miejsce za czasów mojej wczesnej młodości. Pojechałam z rodzicami odwiedzić rodzinę mieszkającą w Zamościu. Idąc po schodach z pomocą taty  (sama niestety nie mogę utrzymać równowagi) minęliśmy człowieka schodzącego z góry ku wyjścu.  Przystanął, obejrzał się, pokręcił z niedowierzaniem głową i powiedział:

– Taka młoda i już pijana!!!

J. P.

 

pijany

Łańcuszek dobroci

A dziś taka myśl mnie „dopadła”:

-UFAJ PANU I POMAGAJ INNYM.

Pomagaj w różnej formie. Nawet uśmiech znaczy wiele. Stwórzmy taki specyficzny łańcuszek dobroci. Napiszcie w komentarzach co zrobiliście dla drugiej osoby? W rodzinie czy obcej. Liczy się każdy gest. Tworzymy „łańcuszek dobroci”.

Czekamy na Wasze gesty.Piszcie.

A.D.