Teraz pomagają nam rodzice. A potem?

Nazywam się Marta .

Jestem autorką tomiku wierszy „Niemotylica Będzie Latać”
 Jestem dorosłą osobą niepełnosprawną.Mam 33 lata. Mimo, że pracuję, zarabiam niewiele  i nawet, jeżeli  w połączeniu z rentą socjalną jest to dużo, praca jest sezonowa, a rachunki niestety nie. Nie można sobie pozwolić na wynajęcie stancji przy umowach o pracę tymczasową. W przypadku, gdy jest się wyłącznie na rencie socjalnej, nie ma o tym mowy. Posiadanie mieszkań własnościowych nie zwalnia od opłat. Jedna osoba niepełnosprawna, nawet z rentą po rodzicach , zawsze będzie mieć problemy finansowe, gdyż do podstawowych środków dochodzą koszty lekarstw, a często również dopłaty do zaopatrzenia ortopedycznego.

Kwestie finansowe to jedno, a nasze ograniczenia wynikające ze zmagań z chorobą, to kolejny aspekt. Nie możemy żądać od naszego rodzeństwa,  (nawet jeżeli je mamy), żeby zrezygnowali z własnego życia, pracy, po to by się nami opiekować.

Marzyłby mi się taki dom, w którym będę mieć pewność, że nikt mnie nie wyrzuci, że przyniesie zakupy w zimie, kiedy nie jestem w stanie wyjść z domu. Taka pewność, że potem będzie nowe życie, w innym miejscu, ale tam, gdzie jestem chciana i rozumiana.

Mam nadzieję, że takie miejsca powstaną i  nie będą obejmowały mieszkańców dużych miast.  Na wsiach mieszka wiele osób niepełnosprawnych. Oni już mają trudniej, często z braku transportu, ośrodków terapeutycznych, wspomagających rozwój i przystosowanie do samodzielnego życia. Teraz wyręczają ich rodzice, a potem?

Marta

Reklamy