Po co i dla kogo są Warsztaty Terapii Zajęciowej

Każdy człowiek żyjący w społeczeństwie potrzebuje kontaktu  z innymi osobami, pragnie rozwoju oraz zagospodarowania czasu wolnego. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną również chcą komunikować się z otoczeniem, chcą pracować. Takie możliwości stwarzają im Warsztaty Terapii Zajęciowej.

 

Cele Warsztatów Terapii Zajęciowej

Do tego typu placówek mogą być zgłaszane osoby z niepełnosprawnością intelektualną
i ruchową. Placówki te mają za zadanie realizację zadań z zakresu rehabilitacji zmierzającej do usprawnienia i ogólnego rozwoju każdego uczestnika. Usprawnianie i rehabilitacja polega na terapii zajęciowej prowadzonej przez instruktora w odpowiednio wybranej pracowni. Uczestnicy terapii powinni wybierać taką pracownię, w której będą mogli realizować się
w zajęciach zgodnie z zainteresowaniami. Praca powinna przynosić uczestnikom zadowolenie i satysfakcję.

Pracownie WTZ

Każdy taki ośrodek wyposażony powinien być w kilka pracowni do wyboru. Zazwyczaj placówki mają do dyspozycji następujące sekcje: stolarską, introligatorską, ceramiczną, krawiecką, plastyczną i kulinarną.

W pracowni stolarskiej wykonuje się wypalane obrazy, ramki, półki i kompozycje ścienne. Podczas tych zajęć niepełnosprawni „stolarze” uczą się obróbki drewna, piłowania, wbijania gwoździ, lakierowania gotowych już przedmiotów drewnianych. Dzięki tym czynnościom młodzież uczy się także prostych napraw domowych.

W sekcji introligatorskiej niepełnosprawni uczestnicy uczą się podstawowej obsługi komputera oraz Internetu, piszą proste teksty. Skanują zdjęcia, projektują foldery,  zaproszenia oraz okolicznościowe kartki. Poza tymi czynnościami pracują na bindownicach, termo laminatorach i innym sprzętem introligatorskim. Na tych zajęciach korzysta się z różnych encyklopedii multimedialnych.

Zajęcia ceramiczne dają możliwość poznawania wielu technik wyrobu przedmiotów glinianych oraz naczyń. Wykorzystuje się tu formy gipsowe, a także koło garncarskie. Podczas tych zajęć kształtuje się wyobraźnia uczestników i ich pomysłowość, sprawność manualna i koordynacja wzrokowo-ruchowa.

Uczęszczając do pracowni krawieckiej młodzież rozwija swoje zdolności intelektualne i poznawcze, ma wpływ na psychomotorykę, uczą wytrwałości i skupienia uwagi, a także posługiwania się przyborami do kroju i szycia. Poznają różne ściegi maszynowe oraz nabywają umiejętność posługiwania się igłą, nożyczkami i żelazkiem. Tworzenie haftu oraz różnych aplikacji daje możliwość nauki tworzenia wzorów i odpowiedniego dobierania kolorów.

W pracowni plastycznej uczestnicy mogą rozwijać swoje zdolności malarskie poznając różne techniki malarstwa i rysunku. Dzięki tym zajęciom młodzież rozwija precyzyjność i koordynację ruchową, motoryczną oraz uczy pracy w grupie. Malowanie obrazów pobudza fantazję ich autorów,  uczy estetyki i cierpliwości.

Natomiast sekcja kulinarna daje możliwość nauki racjonalnego odżywiania i przygotowania prostych potraw np. sałatki, surówki, kanapki. Uczestnicy pracowni kulinarnych samodzielnie przygotowują śniadania, nakrywają do stołu i sprzątają po posiłkach. Uczą się również obsługi urządzeń kuchennych.

Wymieniłam tu tylko te pracownie, które cieszą się największą frekwencją. Stworzone przez uczestników „dzieła” są sprzedawane na różnych aukcjach charytatywnych, a uzyskane fundusze zasilają konto pracowni. Oprócz codziennych zajęć dla ich uczestników i opiekunów organizowane są również ogniska, zabawy, wycieczki, wakacyjne wyjazdy do atrakcyjnych miejscowości wczasowych, a także różne okolicznościowe spotkania.

Należy dodać, że placówki Warsztatów Terapii Zajęciowej znajdują się w każdym powiecie, a młodzież z odległych okolic dowożona jest busem.

Joanna P.

Rola teatru w terapii osób niepełnosprawnych

Czym jest teatr? Oto jest pytanie. – parafrazując najsłynniejszy monolog w historii literatury.

Każdy ma swoją definicję teatru. Zmienia się tylko punkt widzenia: ze scceny na widownię i z widowni na scenę. Te dwie grupy będą miały inny odbiór i wymiar tej definicji.

A czym zatem jest terapia poprzez teatr? To już trudniejsze pytanie. Szczególnie wtedy kiedy na wyniki jej działania przyjdzie nam poczekać jakiś czas.

Kolejne pytanie zabrzmi: jaką rolę spełnia teatr w terapii osób niepełnosprawnych?

Z powyższym pytaniem zaczęłam mierzyć się kilka miesięcy temu kiedy pojawiła się okazja do pracy właśnie z taką grupą osób. Dotychczas w swoim dorobku miałam sposobność pracy z osobami młodymi w wieku licealnym i przede wszystkim z osobami pełnosprawnymi. Zmierzałam w kierunku „teatru słowa”. W spektaklach, które przygotowywałam „słowo” było jego najważniejszym składnikiem. Piszę o tym we wstępie, ponieważ życie weryfikuje nasze poglądy i zmienia kurs wcześniej obrany. I dobrze. Dzięki temu możemy dalej się rozwijać, a nie pozostać na mieliźnie.

Jakiś czas temu spotkałam kilkanaście wyjątkowych osób, które zechciały spróbować ponownie swoich sił na niwie teatralnej. Ponownie, ponieważ grupa teatralna „Motyle” działająca w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Świdniku ma na swoim koncie już dziesięcioletnią historię. Jak również doświadczenie zebrane od kilku innych instruktorów, którzy pracowali z nimi przez te lata.

Wchodząc w ten projekt wiedziałam, że „słowo” zejdzie na dalszy plan, natomiast „ruch” będzie tym składnikiem, na którym opierać się będą spektakle.

Chętnych było bardzo dużo i do dzisiaj utrzymała się ta liczba osób.

Każde zajęcia rozpoczynam od rozgrzewki, w której duże znaczenie ma dobór muzyki. Kiedy przychodzę na zajęcia rano – włączam muzykę dynamiczną, żeby obudzić towarzystwo na dobry początek dnia. Natomiast kiedy zajęcia odbywają się później – rozpoczynam od wyciszenia i spokojniejszych utworów, tak żeby cała grupa osiągnęła jak najlepszy poziom koncentracji i odsunęła inne emocje na dalszy plan.

Właśnie koncentracja jest kluczem. Wtedy wszystko idzie szybciej i prościej. Łatwiej jest moim podopiecznym zapamiętać ruch, a potem cały układ sceny.

Jednak nic nie dzieje się bez składnika, który nadaje tempo i rytm, a mianowicie nic nie ma prawa bytu na naszych zajęcia bez muzyki.

To ona wskazuje kierunek w jakim poprowadzimy przedstawienie. I tutaj moja rola się ogranicza. Nie chcę narzucać moim aktorom wszystkiego jako reżyser. Chcę, aby współtworzyli ze mną, bo to ma być praca wspólna. Praca w grupie, gdzie każdy może wyrazić swoje zdanie na dany temat, gdzie może powiedzieć, że coś mu się podoba, a coś zupełnie nie odpowiada.

Zatem moje zadanie to propozycje muzyczne, które pojawiają się podczas rozgrzewki. Następnie obserwacja przy czym czują się dobrze, co im się podoba i jak wychodzi nam ruch. Również w tym momencie uwagi słowne maja czasem najważniejsze znaczenie: „o to jest fajne, my przy tym chcemy pracować, to nam się podoba”. Przecież nie mogę zignorować gustu najważniejszych osób w całym tym teatralnym przedsięwzięciu.

Potem następuje praca nad całym ciałem, nad uzyskaniem takiego ruchu, aby obraz tak różnych sylwetkowo postaci był plastyczny i…

No właśnie z tym „i” już mamy dwie historie. Pierwsza to działanie oparte na miękkich i delikatnych ruchach. Natomiast nasze drugie działanie to ruchy ostre i szybkie. Łącznikiem jest wyraz artystyczny jaki ze sobą niosą.

Muzyka pokazuje instruktorowi pewien ruch, ona podpowiada jak mamy opowiedzieć daną historię. Zdarzają się jednak wyjątkowe momenty kiedy to do sceny wcześniej zaprojektowanej przez osobę prowadzącą zajęcia dodaje od siebie coś swojego aktor. Kiedy następuje improwizacja, poprzez którą scena zostaje wypełniona. Doświadczenie takie miałam przy pracy nad pierwszym spektaklem, w którym podopieczna Ania zaczęła improwizować i ona dokończyła ową scenę, w której pięknie pokazała siebie i swoje umiejętności.

Przedstawienia, które powstają oparte są na pantomimie i układach tanecznych. Dużą rolę odgrywa przy tym pamięć ruchowa i przestrzenna. W zależności od stopnia niepełnosprawności podopieczni radzą sobie z tym bardzo różnie. Są osoby, które niewątpliwie posiadają talent aktorski, im nie sprawia trudności zapamiętanie takiego czy innego układu. Niektórzy bardzo chcą i dzięki ciężkiej pracy i powtarzaniu osiągają równie dobre rezultaty. Jest również grupa osób, której ciężko z jednej strony zapamiętać, z drugiej natomiast ciało płata figle. Wtedy należy się zastanowić co zrobić, żeby całość nie straciła waloru artystycznego, a wszyscy czuli się równie komfortowo. Zmienić i ułatwić, a nawet urozmaicić. Przecież wszyscy nie muszą robić tego samego. Owszem będzie trudniej, ale wtedy mamy większą pewność, że zadowolenie z pracy podopiecznych będzie większe, że ich ograniczenia ruchowe czy intelektualne tylko wzbogacą przedstawienie.

Teatr to kraina zapomnienia, a czasem misternie przygotowanego oszustwa. Najpierw aktor oszukuje siebie, że jest daną postacią, w którą się wciela. Następnie oszukuje widza, że jest tym kim jest, a historia wydarzyła się naprawdę.

Udawanie kogoś to rzecz trudna, bo jak tu przeprowadzić wcielanie się w rolę z amatorami. Przychodzi trudny etap poruszenia wyobraźni osoby niepełnosprawnej. Nie zawsze jest to możliwe, bo trudno im to zrozumieć jak można być kimś innym np. duchem leśnym. Jednak z drugiej strony daje się podopiecznym możliwość po prostu stania się aktorem. Uzyskania świadomości takiego zadowolenia jakie otrzymuje zawodowiec. Bo przecież oklaski to najlepsza recenzja.

Wcielanie się w rolę to moim zdaniem najważniejszy moment terapii poprzez teatr. Możliwość wystąpień to czynnik najbardziej mobilizujący. To wiara osoby niepełnosprawnej, że mimo ograniczeń, na scenie może być tym kim chce, może zasmakować aktorskich doświadczeń i emocji.

A jeśli chodzi o emocje to jest to rzecz najtrudniejsza do osiągnięcia podczas pracy z taką grupą. Czasami trudno jest pozostawić rzeczywiste problemy i płynnie przejść na przykład do sceny, w której twarz wyraża zadowolenie lub radość. Z drugiej strony niekiedy grupa jest tak skupiona nad tym, aby się nie pomylić, że emocji na twarzy nie da się wygrać.

Mnie jako instruktora niezmiennie cieszy ich zaangażowanie. Kiedy pracując dają z siebie tyle ile mogą, a czasami jeszcze więcej tylko dlatego, że chcą.

Dzięki temu, że zajęcia się im podobają mogłam się pokusić na mały eksperyment, a mianowicie na pracę nie chronologiczną podczas konstruowania poszczególnych scen, a było ich siedem. Zaczęłam od sceny pierwszej i dwóch ostatnich, toteż w trakcie musieliśmy wszyscy razem powoli kombinować co wrzucić w tzw. środek, aby wypełnić opowieść. Następnie graliśmy to na tzw. wyrywki, czyli na przykład od środka, albo zmienialiśmy kolejność. W niczym to nie przeszkodziło. Po tym jak wytłumaczyłam im o co chodzi w tej opowieści chronologia scen przyszła sama i teraz nieważne, czy gramy całość, czy tylko fragment.

Jeszcze ciekawszym doświadczeniem było nałożyć na siebie pewne działania aktorskie kilkunastu osób. Podzielić na grupy i zmieścić wszystko czasowo na jednym utworze muzycznym. Zrobić taki układ choreograficzny, żeby wszyscy działali jak w jednej machinie, niczym mechanizm zegarka.

Sztuka przełamuje bariery, a teatr to wymiana energii i doświadczeń aktora i widza. Nie tworzę spektakli, aby było wygodnie i aktorowi i widzowi. Próbuję przełamać bariery swoich aktorów. Sprawić, aby ich niepełnosprawność zeszła na dalszy plan, albo nawet pozostała za kurtyną, a pokazać walor artystyczny. Dlatego, że można, dlatego, że to zdolne osoby, bardzo mocno zaangażowane w swoją pracę. Chcę, aby chociaż na chwilę moi podopieczni zapomnieli o swoich przeszkodach i aby widz również ich nie widział.

Teatr spełnia jeszcze inną funkcję społeczną, a mianowicie wdraża ich w inne role. Przyjmując na siebie daną postać, muszą się nią stać. Może w przyszłości będą mogli lepiej radzić sobie w naszej tzw. normalnej rzeczywistości.

Wyjazdy na przeglądy i festiwale dają nam wszystkim możliwość spotkania z innymi osobami: pełnosprawnymi i niepełnosprawnymi. To okazja to wymiany doświadczeń, jak również sprawdzenie własnych możliwości.

Widzę jaką im to sprawia przyjemność, jaki jest w nich duch walki i rywalizacji, chęć pokazania: na co mnie stać. Czasami to ja się bardziej boję niż oni, a przecież tak naprawdę nie mamy nic to stracenia, ale przede wszystkim do zaoferowania czegoś innym.

Jesienią zgłosiliśmy się po dwu i półmiesięcznej pracy nad spektaklem „Duchy leśne” na „XIII Przegląd Małych Form Teatralnych organizowany przez Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Poniatowej”.

Zgłosiło się jeszcze dziesięć zespołów, które zaprezentowały się na scenie Kina „Czyn” w Poniatowej pod hasłem przewodnim: „Mała scena – duża radość”.

Dzień rozpoczął się od radości z wyjazdu i słonecznej aury, ale po przybyciu na miejsce i obejrzeniu konkurecji nasze zadowolenie przerodziło się w stres. Nie przeszkodził on jednak aktorom. Wręcz przeciwnie stał się dla „Motyli” czynnikiem mobilizującym. Przed wyjazdem bowiem założyli sobie, że będą najlepsi.

Zespoły, które prezentowały się na scenie z innych ośrodków miały spektakle skonstruowane w różnej konwecji. Przegląd rozpoczął się od grupy, która podobnie jak nasza oparła swój występ na tańcu i pantomimie, później publiczność została zaskoczona spektaklem rodem z teatru cieni, były również przedstawienia, których głównym środkiem przekazu było słowo. Nie obyło się bez baśniowych opowieści, a nawet walki byków, czyli istnej korridy.

Wreszcie przyszedł czas na występ grupy ze Świdnika. „Motyle” rozpoczęły spektakl delikatnie od przebudzenia duchów o poranku, potem powitały Króla i Królową, roztańczyły całą scenę, przetrzymały trzpiotowate wybryki Puk’a i odczarowały Złego Ducha, a na koniec zasnęły w leśnym gąszczu. Publiczność biła brawa długo i głośno. To był nieomylny znak, że występ się podobał.

Następnie w rozmowie z koordynatorem projektu otrzymaliśmy pozytywną ocenę, w której zaznaczone było, że grupa ma bardzo plastyczne ruchy i wyraźnie zaznaczony jest dramatyzm spektaklu. Wracaliśmy z dobrą recenzją i kilkoma pudłami prezentów oraz ze statuetką i dyplomem. Należy zaznaczyć, że indywidualnie wyróżniła się Anna Binkiewicz, która otrzymywała pochwały od publiczności i została nazwana: „Małym Kwiatuszkiem”.

Praca z osobami niepełnosprawnymi to nieustanna wymiana doświadczeń. To lekcja nauki zarówno dla nich jak i dla instruktora. Przez ten czas pokonywaliśmy wspólnie nasze bariery i ograniczenia. Nie tylko podopiecznych, ale również moje. Owszem bywają różne dni, ale przeważają te radosne i kiedy pytam się co jakiś czas: czy podobają się im zajęcia?, otrzymuję odpowiedź chóralną: „Podobają! Podobają, bo kocham taniec! Podobają, bo jest fajna muzyka!” I zaraz dodają, że: nie będą narzekać tylko ciężko pracować.

W czasach starożytnych teatr miał przynosić katharsis, czyli oczyszczenie poprzez walory artystyczne i fabułę, na której się opierał spektakl. Myślę sobie, że takie katharsis przeżyłam współpracując z moimi podopiecznymi częściej, niż podczas spektakli, które miałam możliwość oglądania na polskich scenach.

Katarzyna Szajewska – Instruktor teatralny.

Zdjęcie125